Blog

Dwa niesamowite zwycięstwa!

Dodano: 2015-11-28 16:02:44 (aktualizacja: 2015-11-29 20:00:51)
Paweł / WislaLive.pl

Wsiadłyśmy do autobusu, zrobiłyśmy fotkę wspierając naszych chłopaków przed derbowym meczem i ruszyłyśmy na kolejne wyzwanie. Piątek był pierwszym dniem, kiedy wszystkie miałyśmy przyjemność się zobaczyć i odbyć trening. Dojechały Hiszpanki - Cris oraz Nikki, w doskonałych nastrojach po dwóch zwycięskich meczach. Jesteśmy w komplecie, zdrowe i chętne, by zmierzyć się z czekającymi na nas przeciwnikami. Nie chcę jednak pisać o tym, co będzie, a cofnąć się do tego, co sportowa strona mojego życia mi zaoferowała…

Każdy na pewno pamięta naszą batalię z Bourges. Francuski Mistrz po perypetiach dotarł do nas dzień później i przełożony mecz rozegrałyśmy w czwartek. Grały koncertowo - skutecznie w ataku, jeszcze dokładniej w obronie. Nie miałyśmy argumentów, które mogłyby zmienić ten stan, aż do trzeciej kwarty, kiedy to wynik zaczął się zmieniać na naszą korzyść. Czwarta kwarta i końcowy fragment wygrany przez nas 18:0 to coś niesamowitego. Cała hala wrzała, emocje rosły i eksplodowała radość, której tak bardzo pragnęłyśmy. Pierwsze zwycięstwo w Eurolidze stało się faktem, a styl, w jakim to nastąpiło, pokazał, jak zmienną i dynamiczną grą jest koszykówka.

Ślęza Wrocław, Bourges Basket oraz Toruń to 3 ostatnie zwycięstwa, po których nadszedł czas na kadrę. Hiszpanki do siebie, ja do Wałbrzycha. Pozostałe dziewczyny miały chwilę na regenerację, indywidualne treningi oraz odwiedziny w szkołach i różnego rodzaju sesje zdjęciowe.

Kadra rozpoczęła się w niedzielę, na drugi dzień po spotkaniu z Toruńską drużyną. Wspaniały obiekt zaoferował nam odnowę biologiczną - po długiej podróży, popołudnie wypełniły baseny, sauny, jacuzzi. Niezbędne, by przystąpić do pracowitego tygodnia. Poniedziałek - ostre dwa treningi połączone z siłownią. Wtorek - trening oraz zwycięski mecz z Niemkami. Trener Mołłow był z nas naprawdę zadowolony. Tak też zaczęło się jego pasmo zwycięstw kadrowych, które w tym kalendarzowym roku nic nie zdoła popsuć. Środa - kolejne starcie z Niemkami oraz odnowa. Środa byłaby dniem normalnym, jednak wydarzyło się coś czego w życiu nie przeżyłam. Po zakończonym meczu oraz lunchu Trener Mołłow przyodział fartuch kuchenny, wysłał nasz sztab menadzerski po zakupy, przekazując im dłuuuugą listę i z czterema omocnikami zakasał rękawy, przygotowując dla nas KOLACJĘ. Bułgarskie potrawy od przystawki po deser zawitały na nasze stoły i były tak pyszne, że każdy najadł się ponad stan. Trener przechadzał się koło nas doglądając, czy czegoś nam nie brakuje. To było coś naprawdę wyjątkowego - pomysł, realizacja dla tak licznej grupy osób oraz wykonanie. Palce lizać!! Czwartek, piątek - wróciłyśmy do zajęć, treningowe dni. Sobota - wielki moment, na który wszyscy oczekiwaliśmy.

Przed tym meczem miałam w głowie historię życia, którą opowiedział mi Trener Mołłow. Jego życia. Była to opowieść człowieka dotkniętego wielką niesprawiedliwością, z którą w sposób godny i dumny poradził sobie. Uciekł ze swojego kraju, a pierwszy mecz na polskiej ziemi poprowadził jako szkoleniowiec wałbrzyskiej drużyny - co więcej, przeciwko zespołowi Wisły Kraków. 10 lat trwała jego przygoda z tym miastem. Sobota była dniem, kiedy po 19 latach niebytności jego zagorzali fani będą znów mogli go zobaczyć w roli „ich” szkoleniowca. Wiedział, czuł, że licznie wypełnią halę i zagorzale będą kibicować - tak też było. Od momentu, jak wyszłyśmy na parkiet, czuć było ich wsparcie. Sam mecz pewnie każdy widział więc nie mam co opisywać… Istne szaleństwo i poezja obrony z naszej strony w czwartej kwarcie, stracony 1 pkt na 7 sekund do końca spotkania, zwycięstwo w kwarcie 19:1 to coś niesamowitego. Przeżycie, jakiego jeszcze nie doświadczyłam. Z orłem na piersi, przeciwko czwartej drużynie ostatnich Mistrzostw Europy… Woooow!!! Wierzcie mi, że cała praca, cały wysiłek, wszystkie marzenia, wszystkie niepowodzenia, wszystko co wcześniej się zdarzyło w moim sportowym życiu, stało się wspaniałym tłem dla tej chwili. Kibice zakochani w Trenerze porwali go na swój sektor i mieliśmy duży problem, by odzyskać go choć na czas konferencji. Człowiek, Trener, który nakazał zapomnieć nam o tym, co było w reprezentacji, który chce tworzyć nową kartę, budować nowe dzieło sprawił, że każdy po tym meczu rozjechał się do klubów, by pracować jeszcze mocniej, jeszcze chętniej, by być wystarczająco dobrym na lutowe starcie, w którym przyjdzie nam stoczyć dwa wyjazdowe pojedynki - z Białorusią i Belgijkami.

Jakakolwiek przyszłość przede mną, moje serce i głowa są dumne i szczęśliwe po tym, co się wydarzyło. Liderowanie w polskiej lidze, liderowanie w grupie eliminacji do Mistrzostw Europy. Trenuję, pracuję całą sobą, by ten stan się utrzymał do końca rozgrywek.

 



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara