Blog

Tym razem to już koniec

Dodano: 2013-03-10 03:52:48 (aktualizacja: 2013-03-10 09:37:18)
Marco / WislaLive.pl

Stoczyłam z nią wiele ciężkich bitew. Zazwyczaj to ona była górą, ale udawało mi się czasem pokazać jej, że nic sobie nie robię z jej kaprysów - pisze na blogu w naszym serwisie Karolina Surma.

Gra w siatkówkę jest dobra na wszystko, nawet na ból potrafi działać kojąco. Zawsze mi pomagała. Im trudniej było w życiu, tym bardziej mnie pociągała. Aż wreszcie zawładnęła moim sercem na zawsze. Możliwość podjęcia walki, wpływ na losy spotkania. Nauczyła mnie, że każdy drobny upadek jest tylko dobrą nauką. Kiedy dostałam "czapę " (zostałam zablokowana) dobrze wiedziałam, co teraz muszę zrobić, żeby zdobyć punkt. Musiałam zdobyć się na odwagę, żeby go zdobyć. Po prostu. Uwierzyć, że tym razem będzie inaczej i włożyć w to jeszcze więcej serca. Zazwyczaj się udawało. W pewnym momencie nauczyłam się nawet wygrywać. I mimo, że to zabrzmi banalnie, to wystarczyło, że wierzyłam do końca w zwycięstwo drużyny. Czasem mniej, czasem więcej przyczyniałam się do sukcesu, ale zawsze schemat był ten sam. Przed ważnym meczem przeprowadzałam poważną rozmowę z samą sobą. Mniej więcej brzmiała ona tak:

"-Szyszka, cokolwiek by się nie działo wierzysz do końca. Walczysz o każdą piłkę. Nawet jeśli Ci się wydaje, że słabo grasz, grasz do końca. Ty tutaj nie znaczysz za wiele, drużyna Cię potrzebuje. Nie wolno Ci nigdy opuścić głowy. Jesteś do końca na boisku, dopóki nie padniesz."

Kocham uczucie po wygranym meczu. W środku robi się gorąco, spokojnie i ... dostaje „kopa” na cały tydzień. Nie ma takiej rzeczy, której nie byłabym w stanie zrobić. Niesamowite uczucie. Kocham go tak samo jak siatkówkę. Ale znam też doskonale smak porażki. Uczucie, że mogłam coś jeszcze zrobić, ale zabrakło mi odwagi, wytrwałości, wiary...mówię wtedy do siebie:

"-Mogłaś w drugim secie zaryzykować, zagrać inaczej, cholera...Szyszka jak mogłaś przestać wierzyć, a może akurat by się udało."

Tego uczucia szczerze nienawidzę. I nie rozumiem tłumaczenia bliskich, że i tak nie mogłam nic zrobić. Akurat! Zawsze można coś zrobić. Przecież tylko ja decyduję o tym co się wydarzy. Mogę zrobić co zechcę, jeśli tylko zechcę! Akurat! Dostałam kolejną lekcję pokory od mojej kochanej siatkówki i ...kostki. Z góry pogrożono mi palcem:

"-To pokaż teraz mądralo, jaki masz wpływ na własne zdrowie! No pokaż kochana na co Cię teraz stać, skoro tak łatwo nad wszystkim panować."

I próbowałam ...,ale pokonała mnie. Moja własna kostka. Na nic zdała się walka, wiara, samozaparcie, upór. Nie chciałam się poddać, bo chciałam być od niej silniejsza. Jak zwykle chciałam panować nad sytuacją. To się nazywa pycha? A może zwyczajna głupota? 

Na niektóre rzeczy, zwyczajnie nie mamy wpływu. Nic nie daje walka. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i przyjąć to co jest. I teraz przyjęłam. A właściwie to zostałam zmuszona do przyjęcia tej sytuacji. I mimo, że wiem, że tak dla mnie lepiej i zdrowiej to czuję się jak po przegranym meczu. Ale nie takim zwykłym meczu sparingowym. Ale meczu o najwyższą stawkę. Tą stawką było moje serce. I teraz kiedy moja drużyna walczy o najwyższą stawkę w fazie „play off” ja mogę się tylko przyglądać i wspierać dziewczyny. Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie to okropne uczucie. A może sobie wyobrażacie?! W każdym razie, nic już nie zmienię, ale...

Dziewczyny są w świetnej formie. Widać, że coraz lepiej się rozumieją. Mają na prawdę wszystko czego potrzeba, żeby pokonać naszego rywala „Eliteski AZS UEK Kraków”. Wierzę w nie bardzo mocno i chciałabym, aby one też uwierzyły, że wiele potrafią. To, że w pierwszym spotkaniu polegliśmy 3:1, jeszcze o niczym nie świadczy. Walczyliśmy jak równy z równym, a w wielu elementach prezentowałyśmy się dużo lepiej. W kolejnym starciu będę mocno trzymać kciuki za nasz zespół. A jeśli chodzi o mnie to słucham ostatnio często piosenki zespołu Coma – Leszek Żukowski. Staram się odnaleźć w niej siłę i wiarę do dalszej walki, bo „ ...posiadam wiarę w niemożliwą moc...”

Zapraszam do dopingowania naszej drużyny w tych najważniejszych dla nas spotkaniach.

szyszka

 



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara