Był niegdyś taki mecz...

2008: Niesamowity rzut DeForge! Wisła po raz dwudziesty!

Dodano: 2014-10-18 02:46:08 (aktualizacja: 2014-10-18 18:00:12)
Paweł / WislaLive.pl / historiawisly.pl / basketligakobiet.pl

Rywalizacja o tytuł mistrzowski w ekstraklasie koszykarek w sezonie 2007/2008 to kolejny - już trzeci z rzędu – siedmiomeczowy dreszczowiec, w którym ponownie zmierzyły się Wisła Can-Pack Kraków i Lotos PKO BP Gdynia.

Po dwóch triumfach z rzędu w ówczesnej Ford Germaz Ekstraklasie, również do kolejnego sezonu Wiślaczki przystępowały pełne nadziei na sukces. W lecie nastąpiło kilka roszad, ze zmianą trenera włącznie. Elmedina Omanicia zastąpił Tomasz Herkt, którego dokonań z prowadzoną kilka lat wcześniej reprezentacją Polski nie trzeba nikomu przybliżać. Do podwawelskiego teamu dołączyły tak renomowane zawodniczki, jak amerykańska skrzydłowa Candice Dupree, hiszpańska rzucająca Marta Fernandez oraz polskie podkoszowe – powracająca do Krakowa po trzech latach spędzonych w Lotosie Ewelina Kobryn oraz pozyskana z Polfy Pabianice Agnieszka Pałka (obecnie Majewska). Ponadto na trzy ostatnie miesiące rozgrywek szeregi zespołu ze stolicy Małopolski zasiliła znana już z sezonu 2005/2006 środkowa Kara Brown-Braxton. Rolę liderek nadal miały pełnić Anna DeForge i Jelena Skerović. Występy w koszulce z Białą Gwiazdą kontynuowała także Natalija Trafimawa oraz podstawowe Polki z poprzednich rozgrywek, z wyjątkiem Elżbiety Trześniewskiej, która zakończyła swoją niezwykle bogatą karierę.

Optymizm kibiców Wisły nieco studziły wieści z Gdyni. Właśnie ze stolicy Małopolski do Trójmiasta przeniosły się Chamique Holdsclaw i Dominique Canty, czyli duet, bez którego trudno było wyobrazić sobie sięgnięcie przez Wisłę Can-Pack po złote medale ekstraklasy wiosną 2007 roku. Ekipę prowadzoną przez trenera Romana Skrzecza wzmocniły także m.in.: młoda i bardzo utalentowana białoruska skrzydłowa Katsiaryna Snycina oraz doświadczona serbska środkowa Jelena Maksimović. W trakcie rozgrywek również działacze Lotosu PKO BP pokusili się o zaangażowanie trzeciej zawodniczki zza Oceanu. Wybór padł na wszechstronną Alanę Beard. Pewnym osłabieniem ówczesnych wicemistrzyń Polski była natomiast odniesiona na początku rozgrywek poważna kontuzja podstawowej rozgrywającej – Pauliny Pawlak.

W każdej z bezpośrednich potyczek krakowsko-gdyńskich górą był zespół znad Bałtyku, odnosząc do tego przekonujące zwycięstwa. Tak działo się zarówno w rozgrywanym u progu sezonu boju o Superpuchar, w dwóch meczach sezonu zasadniczego FGE (w Gdyni krakowianki przegrały aż 52:79), jak i w marcowym finale Pucharu Polski, rozgrywanym w hali Wisły. W styczniu 2008 roku Mistrzynie Polski poniosły także kompromitującą porażkę na własnym parkiecie z walczącą o awans do fazy play-off Energą Toruń. Gdy na początku lutego walkę w pierwszej rundzie play-off Euroligi Kobiet wygrały koszykarki Fenerbahce Stambuł, zarząd TS Wisła podziękował za współpracę trenerowi Herktowi. Jego następcą został dotychczasowy asystent - Wojciech Downar-Zapolski. Wiślaczki nieco poprawiły styl gry, lecz i tak w marcu było to za mało na pokonanie Lotosu PKO BP. Gdynianki nie zaznały porażki także z pozostałymi krajowymi rywalkami, a w play-off przeszły jak burza przez ćwierćfinał i półfinał. Również startujący do tej fazy z drugiej pozycji team spod Wawelu pewnie przeszedł dwie kolejne przeszkody, którymi były Inea AZS Poznań i KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. (w składzie Akademiczek występowały wówczas Justyna Żurowska, Agnieszka Szott i Agnieszka Kaczmarczyk). Rywalizacja z tymi ekipami kończyła się wynikiem 3-0.

Wiślaczkom nie dawano jednak zbyt wielkich szans w bezpośredniej konfrontacji o tytuł mistrzowski. - Przed rozpoczęciem serii finałowej fachowcy stawiali nas na straconej pozycji. Przewidywano, że losy tytułu zostaną rozstrzygnięte już po czterech spotkaniach – wspomina Wojciech Downar-Zapolski.

Pierwsze spotkanie wielkiego finału zostało rozegrane 19 kwietnia 2008 roku w Gdyni. Zgodnie z przewidywaniami, również i tym razem miejscowe udowodniły swoją wyższość, wygrywając 89:74. Nazajutrz doszło jednak do niespodzianki – grające bardzo dobre zawody krakowianki zwyciężyły 89:82. Największy udział w triumfie miał tercet zza Oceanu – Dupree zdobyła 17 pkt., a Brown-Braxton i DeForge dodały – odpowiednio 16 i 14.

W kolejny weekend ciąg dalszy walki o złoty medal miał miejsce w Krakowie. Podopieczne trenera Downar-Zapolskiego wyszły na prowadzenie 2-1, dzięki wygranej 65:64, po niezwykle emocjonującej końcówce. Najskuteczniejsza była Skerović, która uzyskała 22 pkt. Następnego dnia wyraźnie lepsze okazały się jednak zawodniczki z Trójmiasta, o czym świadczy wynik 63:75. Znów o swoich wielkich umiejętnościach przekonała Holdsclaw, mająca tym razem duże wsparcie w partnerkach z drużyny.

Mecz nr 5 stanowił jeden z punktów zwrotnych serii finałowej. 30 kwietnia 2008 roku krakowianki potrafiły odwrócić losy meczu - po przegranej różnicą 8 pkt. pierwszej kwarcie, w dwóch kolejnych zdobyły w sumie aż 21 „oczek” więcej od gospodyń. Do wygranej 91:82 poprowadziła swój zespół DeForge, która zdobyła 24 pkt. Drugie zwycięstwo nad morzem sprawiło, że już tylko jeden krok dzielił Wisłę Can-Pack od obrony mistrzowskiego tytułu. Duży udział w sukcesie miały również pozostałe zawodniczki pierwszej piątki, w tym Anna Wielebnowska, która w końcowej fazie sezonu została przesunięta z pozycji silnej skrzydłowej na „trójkę”, co okazało się trafną decyzją.

48 godzin później nikt jednak nie otwierał szampanów w hali przy ul. Reymonta 22. Zawodniczki Lotosu PKO BP wyciągnęły wnioski z porażki u siebie i nie przejmując się ogłuszającym dopingiem kibiców Wisły, przeważały niemal od początku i wygrały 69:60. Znakomite były znów Holdsclaw i Canty (obie po 22 pkt.). Wśród krakowianek kroku próbowały im dotrzymać Brown-Braxton (17 pkt.) i Wielebnowska (14 pkt.) - Dziewczyny bardzo chciały wygrać, jednak niestety sparaliżowała je stawka – przyznał po kilku latach ówczesny szkoleniowiec „Białej Gwiazdy”.

Czasu na rozpamiętywanie straconej szansy w piątkowy wieczór nie było praktycznie wcale. Decydujące o triumfie w ekstraklasie starcie, rozgrywane w Gdyni, zaplanowano na niedzielę, 4 maja 2008 roku – i to o godz. 13.00! - Już nazajutrz po meczu, wczesnym rankiem, cała nasza drużyna spotkała się na lotnisku Balice i stamtąd odlecieliśmy do Trójmiasta. Wiadomo było, że to ostatnie spotkanie będzie trudne dla obu ekip. Wydawało się jednak, iż lekką przewagę będą posiadać gdynianki, które mając nóż na gardle umiały podnieść się i wygrać w Krakowie – ocenia wydarzenia sprzed 6 lat W. Downar Zapolski. - Odprawa przed ostatnim meczem była krótka. Drużyny wiedziały o swoich rywalkach bardzo dużo, znały wzajemnie swoje mocniejsze i słabsze strony. Dużo zależało od przygotowania motorycznego, ważne było, kto lepiej zniesie trudy kolejnych podróży. Nasze założenie było takie, aby grać jak największą ilością koszykarek, gdyż posiadaliśmy bardziej wyrównany zespół. Przypomnę, że mecze na ławce zaczynały tak dobre zawodniczki, jak choćby Kobryn, Fernandez, Trafimawa, Pałka, a także Monika Krawiec i Agata Gajda. Natomiast w Lotosie dało się już odczuć zmęczenie Holdsclaw i Canty, na których spoczywał ciężar zdobywania punktów. Najważniejszym zadaniem w tej serii finałowej było zneutralizowanie tych zawodniczek w możliwie jak największym stopniu. Nie mogliśmy jednak zapomnieć o pozostałych - Beard, Snycinie, Maksimović czy Magdzie Leciejewskiej. To była naprawdę silna drużyna. W Wiśle proporcje rozkładały się bardziej na cały zespół, co miało później swoje znaczenie.

Od pierwszej akcji najważniejszego meczu w sezonie rozgorzała na gdyńskim parkiecie niezwykle zacięta walka. Po pierwszej kwarcie górą były Wiślaczki, które prowadziły 22:19. Pod koniec kolejnej ćwiartki przyjezdnym udało się zbudować 8-punktową przewagę, do czego przyczyniły się m.in. trafienia Braxton, Skerović i Wielebnowskiej. Obie drużyny schodziły na przerwę przy wyniku 40:32 dla podopiecznych trenera Downar-Zapolskiego. Po zmianie stron walczące z determinacją gospodynie odrobiły straty i nawet wyszły na prowadzenie, lecz przed ostatnią kwartą nieznacznie lepsze (62:59) były krakowianki. Zawodniczkom Lotosu PKO BP udało się jednak przejąć inicjatywę. Gdy po kolejnych skutecznie egzekwowanych rzutach wolnych, na 7 sek. przed końcową syreną na tablicy widniał wynik 79:75, miejscowi kibice byli przekonani, że ich pupilki nie wypuszczą z rąk zwycięstwa i za chwilę będzie okazja do mistrzowskiej fety.

Desperackiej szarży podjęła się DeForge. Efekt – faul i dwa rzuty wolne. Do końca już tylko 3 sek. Pierwszą próbę Amerykanka zamienia na punkt. Pora na drugi rzut... Sytuacja, która wydarzyła się chwilę później, przeszła do historii nie tylko polskiego, ale i światowego basketu, pozostając w pamięci wielu kibiców Wisły. Piłka odbiła się od górnej krawędzi obręczy, a następnie w sporym zamieszaniu pod koszem została wygarnięta przez wykonawczynię rzutu. Po odbiciu się piłki od parkietu, DeForge była szybsza od dwóch rywalek. Gdy znalazła się już za linią rzutów za 3 pkt., będąc na prawym skrzydle, w ekwilibrystycznej pozycji, miała znacznie ograniczone pole widzenia przez podniesione ręce Alany Beard i Natalii Waligórskiej. W takich okolicznościach liderka ekipy ze stolicy Małopolski oddała zupełnie szalony rzut, który - na zdrowy rozum – powinien okazać się niecelny. A jednak... Piłka zatrzepotała w siatce!!! Remis i dogrywka!!! W obozie Wisły Can-Pack zapanował szał radości, gdynianki osłupiały, podobnie jak ich fani. Komentujący mecz dla TVP Ryszard Łabędź krzyknął wręcz rozpaczliwym tonem słynne:  - Co się stało??

- Nie omawialiśmy wariantu rozegrania ostatniej akcji podczas time-outu, ponieważ wyczerpaliśmy wcześniej limit przerw na żądanie. Niesamowita akcja DeForge była jej pomysłem. Anka przygotowała ten scenariusz, zakładając, że tylko i wyłącznie w ten sposób można doprowadzić do dogrywki. Pokazała tutaj swój siódmy zmysł. Było widać, jak z pełną premedytacją nie trafiła drugiego rzutu wolnego, aby następnie zebrać piłkę. W sporcie trzeba mieć trochę szczęścia, takie rzuty też się zdarzają. To była wręcz poglądowa akcja, pokazująca, że nigdy nie należy się poddawać – stwierdził niedawno w rozmowie dla naszego serwisu ówczesny szkoleniowiec „Białej Gwiazdy”. - Rzut DeForge zdecydowanie miał duży wpływ na losy dogrywki. Można powiedzieć, że w Gdyni już otwierały się szampany i w tym momencie wszystko się odmieniło.

W dodatkowym czasie gry znacznie bardziej opanowane były krakowianki, które zyskały przewagę pod tablicami po opuszczeniu parkietu za pięć przewinień przez Maksimović i Leciejewską. - Gdynianki już się nie podniosły, a prowadzona przeze mnie drużyna dostała takiego pozytywnego kopa – podkreślił W. Downar-Zapolski. Na 60 sek. przed końcem dogrywki Wiślaczki prowadziły różnicą czterech „oczek”, a przewagę powiększyły jeszcze dzięki skutecznie egzekwowanym wolnym. Po końcowej syrenie na ławce podwawelskiego zespołu wybuchła euforia. Ze szczęścia szalała również kilkudziesięcioosobowa grupa fanów z Krakowa, a wielu kibiców pojawiło się również na lotnisku w Balicach, aby tuż przed północą cieszyć się ze swoimi pupilkami. Po niesamowitym meczu Wisła Can-Pack sięgnęła po trzeci z rzędu mistrzowski tytuł, a zarazem dwudziesty w dziejach klubu z ul. Reymonta 22!

Która zawodniczka, według ówczesnego trenera zwycięskiego teamu, najbardziej zasłużyła na wyróżnienie? - W przekroju meczów finałowych liderem była DeForge. Razem ze Skerović stanowiła mózg tamtej drużyny. Dużą rolę odegrała także Dupree, swój wkład w walce pod koszami wniosła Brown-Braxton, która jednak była dość nieobliczalną zawodniczką.

Kolejny sezon dopisał ciekawy epilog do opisywanych wydarzeń. W sierpniu 2008 roku władze TS Wisła ogłosiły rozwiązanie kontraktu z DeForge, zatem dla bohaterki niesamowitej akcji było to ostatnie spotkanie w koszulce z Białą Gwiazdą. Do ekipy Mistrzyń Polski przeniosły się natomiast... Holdsclaw i Canty, a także Maksimović. Ten gdyński zaciąg okazał się jednak chybionym ruchem. Prowadzony nadal przez W. Downar-Zapolskiego zespół kompletnie zawodził, przegrywając z kretesem (0:3) półfinałową batalię z Lotosem PKO BP, prowadzonym przez Jacka Winnickiego. Gdynianki sięgnęły po tytuł, a krakowiankom pozostało cieszyć się „tylko” brązowym medalem. W przyszłości barw Wisły bronić będą także Leciejewska, Beard oraz Pawlak i Marta Jujka (dwie ostatnie w meczu nr 7 nie pojawiły się na placu gry).

Mecz nr 7 finału Ford Germaz Ekstraklasy w sezonie 2007/2008 – Gdynia, Hala przy ul. Olimpijskiej 5, 4 maja 2008 roku, godz. 13.00:

Lotos PKO BP Gdynia - Wisła Can-Pack Kraków 85:92 (19:22, 13:18, 20:15, 27:24, dogrywka: 6:13)

Lotos PKO BP: Dominique Canty 24, Alana Beard 22, Chamique Holdsclaw 17, Slobodanka Maksimović 12, Magdalena Leciejewska 6, Natalia Waligórska 4, Anna Breitreiner 0, Katsiaryna Snycina 0.
Wisła Can-Pack: Jelena Skerović 19, Anna Wielebnowska 18, Kara Brown-Braxton 14, Anna DeForge 14, Candice Dupree 11, Natalija Trafimawa 5, Marta Fernandez 4, Ewelina Kobryn 4, Agnieszka Pałka 3.

 

 

 


Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara