Był niegdyś taki mecz...

Biała Gwiazda gromi Mistrza Polski

Dodano: 2014-04-04 12:58:22 (aktualizacja: 2014-04-08 20:53:56)
Marco / historiawisly.pl / TEMPO
Kibice Widzewa na meczu Wisła-Widzew 1998

Mistrz na kolanach. Mimo siąpiącego nieustannie deszczu - stadion Wisły wypełnił się po brzegi. Mistrz Polski, z którym zmierzyć mieli się gospodarze - nawet osłabiony - to zawsze jednak firma! Zainteresowanie było tym większe, że ostatnie łatwe zwycięstwo łodzian nad Petrochemią zdawało się wskazywać, iż jedenastka Franciszka Smudy odzyskuje równowagę i staje się znów groźna. W ramach cyklu "Był niegdyś taki mecz" przypominamy spotkanie z 18 kwietnia 1998 roku pomiędzy Wisłą Kraków i Widzewem Łódź.

Wiślacy zdecydowali się postawić od początku na atak. Już w 4. min strzelał Jacek Matyja - wyraźnie za wysoko. W 4. min po zamieszaniu spowodowanym akcją Grzegorza Nicińskiego - w dogodnej sytuacji znalazł się Grzegorz Kaliciak, nie trafił jednak w bramkę. Goście bynajmniej jednak nie tracili rezonu i odgryzali się jak mogli.

(...)

Kto goli nie strzela - ten zwykle je traci. Jakoż goście w ekspresowym tempie dostali dwa gole. Pierwszy - dziwny, gdy stojący tyłem do bramki Nicińiski „główką" przelobował nieoczekiwanie biernego w tej sytuacji Arkadiusza Onyszkę. Drugi - przepiękny, bo z pewnością piekielnic mocny strzał Kaliciaka, oddany z kąta, w pełnym biegu - w okienko krótkiego rogu bramki - byłby ozdobą nawet w meczu najlepszych drużyn Europy.

Mimo tego swoistego nokdaunu - goście nic ustępowali, próbując nieustannie ataków. Nie zdążyli jednak wypracować pozycji strzeleckiej, gdy znów otrzymali dwa trafienia w ciągu jednej minuty. Najpierw Niciński zmylił Onyszkę próbując dojść do strzału po „główce" Kazimierza Węgrzyna, później zaś Tomasz Kulawik wykorzystał rzut karny, choć Onyszko omal nie obronił tego strzału.

Praktycznie - było w tym momencie po meczu. Goście mimo tak niekorzystnego rezultatu ambitnie starali się atakować, ale zagrożenia dla Sarnata nie potrafili stworzyć. Natomiast idący za ciosem wiślacy podwyższyli rezultat dzięki sprytnemu podaniu Kaliciaka do Kulawika, który w biegu strzelił dołem, a piłka po odbiciu się od słupka wpadła do siatki.

Drużyna łódzka zasłużyła na słowa uznania za końcówkę pierwszej połowy meczu. Najpierw (41. min) Kobylański omal nie wrzucił piłki „za kołnierz" Sarnatowi dośrodkowując z lewej strony (bramkarz Wisły wybił tę piłkę z najwyższym trudem i sam przy tym wpadł do siatki), zaś minutę przed przerwą Siadaczka po rzucie wolnym krótko rozegranym przez Piotra Szarpaka - kropnął potężnie z 25 m. jednak Sarnat zdołał sparować piłkę na poprzeczkę.

Po przerwie Wisła utrzymywała cały czas inicjatywę. Szereg ciekawych zagrań pokazał Ibrahim Sudany, dobrze wyszkolony technicznie i mający niewątpliwie zmysł do gry kombinacyjnej. On też wbił gwóźdź do trumny Widzewa strzelając szóstego gola. choć wyróżnić trzeba również Kulawika i Dubickiego, uczestników tej niewątpliwie ładnej i dynamicznej akcji. To był prawdziwy pogrom. Tak wysoko Widzew już bardzo dawno w lidze nie przegrał, choć z Wisłą raz już było jeszcze gorzej, gdy w latach 40, łodzianie przegrali 0-8. To była jednak prehistoria. Któż by się spodziewał. że - nawet osłabiony - mistrz Polski oberwie teraz w Krakowie pół tuzina goli?!

(...)

WISŁA - WIDZEW 6-0 (5-0)
1-0 Niciński (15 - głową), 2-0 Kaliciak (16), 3-0 Węgrzyn (22 - głową), 4-0 Kulawik (24 - karny), 5-0 Kulawik (37), 6-0 Sunday (84)

Sędziowali:
Andrzej Kobierski - nota 7 oraz Mariusz Trofimiec (obaj Kielce) i Kazimierz Kwiatkowski (Gdańsk).

Żółta kartka - Michalczuk {25 - krytykowanie orzeczeń sędziowskich).

Widzów 13 000.

Andrzej Skowroński (TEMPO 1998)

 


Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara