Legendy Białej Gwiazdy

Ligę można było odpuścić, z Cracovią należało wygrać

Dodano: 2013-03-27 17:06:28 (aktualizacja: 2013-04-19 19:18:56)
Marco / WislaLive.pl / Forza Wisla
fot. sport.interia.pl

Adam Musiał urodzony 18 grudnia 1948 roku w Wieliczce. Do Wisły trafił w wieku 19 lat, jako utalentowany junior. Był ulubieńcem kibiców. Podziwiano go za niesłychaną ambicję i waleczność na boisku. Miał wielkie serce do gry. Znany był ze swoich rajdów la lewej obronie. Posiadał niesłychaną kondycję, rzadko przeżywał fizyczne słabości. W drużynie Białej Gwiazdy rozpoczął grę w 1967 roku, zdobył Mistrza Polski w 1978. Po zakończeniu kariery w Wiśle  Kraków, kontynuował karierę w Arce Gdynia(1978-1980), Hereford United(1980-1983), Eagles Yonkers Nowy Jork(1985-1987) gdzie zakończył piłkarską karierę. Objawiał się niemałym talentem trenerskim. Szkolił kilka drużyn: Wanda Kraków, Clepardia Kraków, Wisła Kraków, Lechia Gdańsk, Stal Stalowa Wola, GKS Katowice.

W jaki sposób i za czyją namową rozpoczął Pan przygodę z piłką nożną? Czy miał Pan już jakieś pierwsze sukcesy, jako trampkarz bądź junior?

Wcześniej każdy chłopak grał w piłkę, nie było większego zainteresowania innymi dyscyplinami. Mieszkałem zaraz przy szkole, boisko było pod nosem.  Wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy. Poważnie zacząłem grać w Górniku Wieliczka za namową mojego kuzyna. Tak się to wszystko zaczęło. Pierwszym moim sukcesem było powołanie do reprezentacji juniorów Krakowa. Grałem także w reprezentacji Polski juniorów. Szczebel po szczebelku przeszedłem  całą karierę tzn. reprezentacja juniorów Krakowa, reprezentacja Polski juniorów i następny krok to reprezentacja młodzieżowa juniorów. Z niej trafiłem już do pierwszej drużyny reprezentacji. Ciekawostką jest, że w reprezentacji młodzieżowej Polski prowadził mnie trener Kazimierz Górski. Objął on stanowisko po trenerze Koncewiczu. Nas młodych, zdolnych piłkarzy pociągnął do pierwszej reprezentacji.

Jak doszło do transferu z Górnika Wieliczka do Wisły Kraków?


Nie przypominam sobie już sumy, jaką za mnie zapłacili. Wiem, że mama dostała na tamte czasy 5 tys. złotych. Nie były to duże pieniądze. Na samym początku mama nie chciała przyjąć tej kwoty. Rozpłakała się ze względu na koleżanki, które powiedziały jej, że sprzedaje syna. Później jednak te pieniądze naprawdę się nam przydały. Pamiętam jak dziś, pokupowaliśmy ubrania dla wszystkich. Sam pamiętam, że mama kupiła mi białą koszulę "New Narton". To był szał w tamtych czasach. Wspominam to wszystko miło i sympatycznie.

Dziesięć lat gry w Wiśle - który moment najmilej Pan wspomina?

Najmilej wspominam występy w pucharach oraz momenty, gdy osiągaliśmy sukcesy... Ale wrócę do tego, jak trafiłem do Wisły. Graliśmy w reprezentacji juniorów.  Mecz odbywał się w Nowym Sączu przeciwko reprezentacji Związku Radzieckiego. Przyjechało dwóch działaczy z Wisły namówić mnie do gry w Wiśle. Mieli czarną Wołgę. Po meczu podeszli do mnie i powiedzieli, że chcą mnie zabrać do Krakowa z Wieliczki, właśnie tym samochodem. Skorzystał na tym mój serdeczny przyjaciel, śp. Stasiu Gonet. Zwrócił się z prośbą o podrzucenie go do rodzinnego miasta, Tarnowa. W drodze z Nowego Sącza do Tarnowa namówili również i jego do gry w krakowskiej drużynie i tak razem ze Stasiem trafiliśmy do Wisły.

Który z boiskowych rywali dał się Panu najbardziej we znaki?

Może jednego, dwóch zawodników w ten sposób mogę wspominać. Janusz Sybis, który grał w Śląsku Wrocław. Był to zawodnik szczupły, filigranowy, dobry technik- nie można było się o niego oprzeć, ani trafić.
Drugi to Maniuś Koterski ze Stali Rzeszów. Z reguły zawodnicy, którzy grali na mnie uciekali na drugą stronę. Byłem bardzo agresywnie i ostro grającym zawodnikiem.

Jak wspomina Pan relacje w drużynie Białej Gwiazdy? Czy spotykaliście się poza boiskiem? Można powiedzieć o jakichś trwałych przyjaźniach?

Przedtem było całkiem inne życie. Godzinę przed treningiem zbierała się cała drużyna (nieobowiązkowo). Spotykaliśmy się na kawie. Gospodarz robił nam kawę, a my opowiadaliśmy sobie, co się stało wczoraj. Później, pół godziny przed treningiem, wychodziliśmy na tzw. "dziadka". Z czasem trenerzy zabronili nam w niego grać. Chociaż była to przyjemna gra, dochodziło do różnych spięć, nawet do rękoczynów. Każdy z nas był ambitny i traciliśmy dużo energii. Trenerzy na podstawowych zajęciach nie mogli wydusić z nas tego, co chcieli, ponieważ "dziadek" nas wykończył. Po meczu spotykaliśmy się w kawiarni "Kopciuch". Jest to kawiarnia Wisły, mieszcząca się na ulicy Karmelickiej [obecnie "Czarodziej" - przyp. red.]. Tam ustalaliśmy plan na dalszą część dnia. Wszyscy razem byliśmy kumplami. Graliśmy mecze z Fabikiem, do którego chodzili piłkarze Cracovii oraz Garbarni. Następna taka sprawa nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach to fakt, że na mecze przychodziło czasem nawet do dwudziestu siedmiu tysięcy ludzi (np. mecz z Celtikiem). Pili wódkę, pożyczali kieliszki i był spokój, bez burd, awantur. Dzisiaj niestety są inne czasy i musimy się do tego złego zachowania kibiców przyzwyczaić. Było całkiem inne życie. Nie było tylu rozrywek, co teraz i ta piłka była naszym oczkiem w głowie.

Zgrana ekipa, wiele talentów i tylko jeden Mistrz Polski. Nie było apetytu i możliwości na więcej?

Piłka była na pewno na wyższym poziomie niż teraz. Dużo wyrównanych zespołów - Legia, Górnik Zabrze, Zagłębie Sosnowiec... Ciężko było się przebić. Nie mieliśmy aspiracji ze względu na warunki finansowe. Mistrz Polski dużo kosztuje. Klub nie posiadał wystarczających środków finansowych, żeby ściągnąć najlepszych zawodników, chociaż było paru z zewnątrz, nie tylko wychowanków. Ale jak powiedziałem, nie było większych aspiracji na "bicie się o mistrza".


Czy przykładał Pan wagę do spotkań derbowych? Jest jakieś, które utkwiło szczególnie w Pana pamięci?

Bardzo. Jak każdy zawodnik, zarówno z naszej jak i z ich strony. Były to mecze na poziomie "świętej wojny". Ligę można było odpuścić, ale z Cracovią trzeba było wygrać. Takie było nastawienie wszystkich piłkarzy. Po meczu spotykaliśmy się w kasynie lub w innym lokalu. Obie drużyny wspominały, co się działo. Było bardzo sympatycznie, bez żadnych animozji. Opłatki przed Bożym Narodzeniem razem urządzaliśmy. Była inna atmosfera, inni ludzie.

Proszę nam teraz przybliżyć etap kariery po zakończeniu gry w Wiśle Kraków.

Do Arki namówił mnie trener Jerzy Stecki, który był na MŚ w nagrodę, że występowało sześciu zawodników z Wisły. Objął on później Arkę i namówił mnie do gry w Gdyni. Chciał, żebym mu pomógł. Udało się stworzyć dobrą atmosferę. Byłem rozrywkowym i lubianym chłopakiem. Do dzisiaj mam satysfakcję z faktu, że zawsze jestem dobrze goszczony w Gdyni. Stworzyliśmy taką atmosferę, jaka była u nas w Wiśle. Przydało się to. Arka grała w czubie tabeli i zdobyła Mistrza Polski. W finale Pucharu Polski przeciwko Wiśle grałem, a koledzy podejrzewali mnie o to, że odpuściłem mecz na rzecz Wisły. Nie byłem typem zawodnika, który odpuszcza. Wówczas moja postawa na boisku była bardzo słaba i zdaję sobie z tego sprawę. Etap w Anglii. Uniknąłem stanu wojennego, urodził mi się syn - Tomek. Na większe sukcesy nie mogłem liczyć. Grałem w Hereford United (czwarta liga). Polskie miasteczko, gdzie po wojnie część Polaków, którzy walczyli w Armii Andersa została tam na zawsze. Nie nauczyłem się języka angielskiego, ponieważ fryzjer, rzeźnik, pani w banku, prezes klubu - byli Polakami. Wszyscy mówili po polsku, nawet był polski kościół. Nie potrzebowałem używać angielskiego, wszystko załatwiałem w swoim rodzimym języku. USA - był to ostatni etap, kiedy skończyłem karierę. Było to jednak spowodowane nie osiąganiem sukcesów, ale zarabianiem pieniędzy. W tamtych czasach można było zarobić parę groszy. Po powrocie wystarczały one na życie. W Polsce niestety za różowo wynagrodzenia i gaże piłkarzy nie wyglądały. Grałem w Eagles Yonkers Nowy Jork. Dużo chłopaków nasprowadzaliśmy z Polski. Adaś Nawałka, Szymanowski, Adamus, Jasiu Surowiec. Mieliśmy swoją fajną, zgraną paczkę. W Stanach zakończyłem karierę i wróciłem do kraju. Zająłem się trenowaniem i ukończyłem specjalne kursy. Zostałem trenerem roku, dawno to było, ale nawet na tej płaszczyźnie się sprawdziłem.

Czas wspomnieć i nawiązać do "Orłów Górskiego". Opowie nam Pan coś ciekawego?


W 1973 roku w Anglii zrobiłem karnego. Podczas pobytu w Hereford trener i prezes wspominali często tego karnego. Ja mówiłem, że zrobiłem, co mogłem i to my pojechaliśmy na mistrzostwa, a nie wy. Był to przełomowy mecz w historii polskiego futbolu. Zakwalifikowaliśmy się do finałów mistrzostw świata. Od pamiętnych Niemiec Polska zaczęła się liczyć na arenie międzynarodowej.

Jak doszło do trenowania Wisły Kraków i dlaczego był to tak krótki okres?

Byłem asystentem Bogusława Hajdasa. W pewnym momencie wyjechał za granicę i przejąłem jego obowiązki. Nie było to aż tak krótko.

Jak Adam Musiał z dystansem starszego zawodnika spogląda na Wisłę?


Nie można porównywać Wisły za moich czasów i Wisły teraźniejszej. Na pewno warunki do uprawiania sportu są najlepsze w Polsce. Jest właściciel, Pan Cupiał, który włożył duże pieniądze, opłaciło się. Zdobyła Wisła dużo tytułów Mistrza Polski, to liczy się w dalszym prosperowaniu tego klubu. Jest on znany, a o to chodzi w piłce nożnej. W przyszłości to się zwróci. Jeżeli chodzi o zespół, to teraz inaczej patrzę, niż w przeszłości. Mam inną pracę i nie oglądam spotkań pod kątem piłkarza lub trenera. Teraz jestem odpowiedzialny za porządek na stadionie i to mnie interesuje. Nie oceniam krytycznie gry i postawy zawodników. Oglądam mecze, jako zwyczajne spotkania piłkarskie.


Adam Musiał występował w Kadrze Narodowej:
1968- NRD, Irlandia, Argentyna; 1969 - Turcja; 1970 - Irlandia, Albania; 1971 - Turcja, RFN, Turcja; 1972 - Szwajcaria, Czechy; 1973 - Stany Zjednoczone, Jugosławia, Irlandia, Anglia, Kanada, Stany Zjednoczone, Meksyk, Meksyk, Stany Zjednoczone, Bułgaria, Walia, Holandia, Anglia; 1974 - Belgia, Grecja,
Argentyna, Haiti, Włochy, Jugosławia, RFN, Brazylia, Finlandia NRD.

Artykuł ukazał się w listopadowo-grudniowym numerze Forza Wisła, rok 2006. Autor P.T.

 



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara