Legendy Białej Gwiazdy

Legendy Białej Gwiazdy - Henryk Reyman

Dodano: 2014-06-19 13:19:11 (aktualizacja: 2014-08-22 13:31:35)
Marco / Wydanie jubileuszowe na 105-lecie Wisły Kraków
Zbiory prywatne Janusza Tomaszewskiego / historiawisly.pl

Na wiślackim niebie nie brakuje gwiazd. Jedna z nich świeci jednak jaśniej od pozostałych. Jest nią bezwzględnie Henryk Reyman.

Do Wisły trafił w roku 1910 i pozostał jej wierny aż do śmierci. W I drużynie zadebiutował tuż przed wybuchem I Wojny Światowej, która przerwała nie tylko dobrze zapowiadającą się karierę przyszłego bombardiera, ale także i całego klubu z Reymonta. To, że w ogóle nasz klub nie zniknął z piłkarskiej mapy Polski zawdzięcza m.in. właśnie Reymanowi, który wraz z innymi wiślackimi sławami reaktywował działalność Białej Gwiazdy. Między 1914 a 1921 rokiem walczył najpierw na frontach I Wojny Światowej, a potem o wolność, niepodległość i terytorialny kształt II RP. Wojna wywarła piętno  w jego psychice  i pozostawiła swoiste pamiątki w postaci czterech odniesionych ran. Ciekawostką był fakt, że dwa bombowe odłamki nosił w sobie… aż do zakończenia kariery piłkarskiej, nic o tym nie wiedząc.

HENRYK REYMAN - HISTORIAWISLY.PL

Rola Reymana w budowaniu futbolowej potęgi Wisły była ogromna. Kiedy zaczynał w niej karierę, nasz klub nie mógł poszczycić się sukcesami; gdy zawieszał buty na kołku, Biała Gwiazda była już ekipą mistrzowską. Grał jako środkowy napastnik, czyli ktoś, kto odpowiadał nie tylko za strzelanie goli, ale także za kreowanie akcji ofensywnych. Bramki zdobywał z rzutów wolnych i karnych, samotnych przebojów i po podaniach partnerów. W meczu z rumuńskim Fulgerul do siatki rywali trafił czterokrotnie, w tym raz w pełnym biegu, z „woleja”. Jego strzał był tak silny, że bramkarz z Rumunii nie tylko wpadł z piłką do bramki, ale też - od siły uderzenia – stracił przytomność. Swą fenomenalną skuteczność potwierdzał w polskiej lidze. W 1927 roku w 23 spotkaniach zaliczył 37 trafień, co jest do dzisiaj nie pobitym rekordem. Wisła i Reyman to było jedno. Nie wyobrażano sobie meczu „Czerwonych” bez jego udziału, a on swych fanów nie zawodził. Nawet wtedy, gdy służąc w Wilnie musiał tułać się pociągiem, by następnego dnia zagrać potyczkę w swych ukochanych barwach. Kiedyś wracając z manewrów wojskowych spóźnił się na jedną z batalii. Zsiadł z konia przed gmachem UJ i puścił pędem na odległy o 2km stadion Wisły. Gdy już na niego dotarł, zapytano go, czy jest w stanie podołać trudom ciężkiego spotkania. On rzekł: „Jeśli koledzy podejmą się przez kilka minut grać w 10, zanim nieco ochłonę i przebiorę się, jestem gotów.” Tak też się stało i niebawem huragan braw oznajmił wejście na plac ulubieńca widowni. Odwdzięczył się za nie zdobyciem dwóch bramek.

Mecz z podtekstami: Wisła kontra niemieckie 1FC Katowice. Przywitanie kapitanów, Reyman z lewej. 1927 rok. (fot)Zbiory prywatne Janusza Tomaszewskiego.

By opisać charakter tego niezłomnego wiślaka, warto wspomnieć jeden z najbardziej dramatycznych i niezapomnianych meczów w historii trójkolorowego klubu. Był to derbowy pojedynek z Cracovią (03.05.1925r.). Na trzy dni przed meczem Reyman miał jeszcze nogę w gipsie. Uległ jednak prośbom trenera Schlossera i postanowił wyjść na boisko, by choćby asystować i podtrzymać ducha bojowego kolegów. Zdjął w piątek opatrunek, a w niedzielę wykuśtykał na boisko Wisły. Pierwsza połowa była najkoszmarniejsza w historii wszystkich pojedynków derbowych. Biała Gwiazda przegrywała aż 1 do 5, a pasiasta część widowni szalała z upojenia. W przerwie w szatni gospodarzy dokonał się jednak cud. Narzędziem opatrzności stał się Reyman, który w szatni miał zwrócić się do reszty ekipy: „Kto z Was nie czuje się na siłach, aby w drugiej połowie wydać z siebie wszystkie siły dla zmazania hańby, jaka w tej chwili wisi nad nami, to niech lepiej nie wychodzi na boisko. Nikt nie wymaga od Was samych zwycięstw. Czasem i przegrać przychodzi, ale każdy ma prawo żądać od Was ambitnej i nieustępliwej walki. Nie dopuśćcie do tego, aby ludzie uznali Was za niegodnych podania ręki.” Wiadomo, jaki był efekt tej męskiej rozmowy. Balcer i Adamek szaleli na boisku i obok bohatera naszej opowieści, również mieli swój wielki dzień. Reyman pracował wyśmienicie w tym spotkaniu i fortuna nagrodziła jego wysiłki, zapisując na jego konto 4 gole (ostatniego na 10 minut przed końcem meczu, wśród niesłychanego entuzjazmu zwolenników Wisły). Mecz kończył się w zapadających ciemnościach, litościwie zakrywających wstyd malujący się na twarzach graczy Cracovii. W Wiśle wszyscy zasłużyli na pochwałę. Reyman, opuszczając szatnię po meczu, miał powiedzieć do kolegów: „Uratowaliście honor Wisły.”

Źródło: Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, Narodowe Archiwum Cyfrowe

Do ostatniego meczu w trójkolorowych barwach pozostał niekwestionowanym liderem zespołu. Jak wiele znaczył dla klubu okazało się po zakończeniu przez niego kariery. Gdy go zabrakło, Czerwoni – choć znajdowali się zazwyczaj w ścisłej czołówce – nie potrafili ani razu sięgnąć po prymat w polskim piłkarskie. Oczywiście nie należy przeceniać roli jednego piłkarza w drużynie, tym niemniej w historii piłki nożnej pojawiają się postacie, które nierzadko potrafią same zapewnić zwycięstwo swojej drużynie i wywierają piętno na grę swojego zespołu. Taką osobą był bez wątpienia Henryk Reyman, najwybitniejszy piłkarz w dziejach Towarzystwa Sportowego Wisła.

Wydanie jubileuszowe na 105-lecie Wisły Kraków "Wisła To My"

HENRYK REYMAN - HISTORIAWISLY.PL



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara