Legendy Białej Gwiazdy

Legendy Białej Gwiazdy - Leszek Lipka

Dodano: 2013-09-17 08:40:43 (aktualizacja: 2013-09-18 20:49:11)
Marco / Forza Wisła
fot. Wacław Klag i Andrzej Banaś

Leszek Lipka to jeden z najlepszych i zarazem jeden z bardziej niedocenianych zawodników w historii krakowskiej Wisły. "Najlepszy technik ćwierćwiecza" - głosiła powszechna opinia polskiego świata piłkarskiego, który chyba tak naprawdę nie do końca wykorzystał talent i możliwości filigranowego  gracza. Dlaczego? Przed Wami historia dwóch dziesięcioleci z Białą Gwiazdą na piersi.

"DZIKOŚĆ" utracona

Leszek Lipka trafił do krakowskiej Wisły najpopularniejszą w tamtych czasach drogą: "Tak jak większość chłopaków brałem udział w turnieju dzikich drużyn. To była impreza cykliczna. Wisła co roku organizowała zawody. Zainteresowanie było ogromne, udział brało ponad 100 drużyn. To nie tak jak dzisiaj, kiedy gra 10 zespołów i  to dużej mierze spoza Krakowa". Talent Lipki i jego kolegów dostrzegł słynny łowca piłkarskich perełek – Adam Grabka. To on zaproponował chłopcom treningi w jednym z najstarszych polskich klubów. Urodzonemu w 1958 roku młodemu Krakusowi nie mogło się przydarzyć nic lepszego, wszak, jak twierdzi, piłka była dla niego wszystkim, a i klub, do którego w wieku dwunastu lat trafił, był tym wyśnionym. Za Wisłą byłem od dziecka, tata był jej kibicem, zabierał mnie na mecze. To był dla nas najlepszy klub w Polsce – wspomina Lipka, który przychodząc do utytułowanej drużyny od początku prezentował więcej niż przyzwoity poziom. Wynikało to, jak przyznaje zainteresowany, z ciągłej gry. W latach 60-tych bowiem błonia aż roiły się od uganiających się za swą życiową namiętnością młodzieńców. Chętnych było więcej niż miejsc, zwykle trzeba było rezerwować sobie boisko dużo wcześniej: Nie było skrawka. Teraz już ta młodzież nie garnie się tak do piłki, co doskonale widać. Kilkadziesiąt lat temu przychodząc do klubu miało się odpowiednie predyspozycje, wyszkolenie techniczne, a teraz?

Złote pokolenie

Od 1970r. przez blisko 20 lat Lipka był zawodnikiem Białej Gwiazdy. Dobrze wspomina lata młodości, pierwszych trenerów. Nie chce wyróżniać konkretnych nazwisk, niemniej jednak najwięcej czasu, bo zarówno w juniorach jak i seniorach, spędził pod okiem Lucjana Franczaka, stąd szczególnie pozytywna ocena współpracy z tym właśnie szkoleniowcem.  Leszek Lipka zadebiutował w Wiśle w sezonie 1976/1977. Przyznaje, że wejście do pierwszego zespołu miał ułatwione, a to ze względu na fakt, iż wchodził do drużyny wraz z kilkoma innymi obiecującymi juniorami: Sam wynik, który wkrótce osiągnęliśmy, pokazał iż trafiliśmy do seniorów nie dlatego, że drużynie brakowało zawodników, tylko że od początku prezentowaliśmy określoną jakość. Przecież za rok, gdy wygrywaliśmy ligę, to połowę pierwszego składu stanowili, tak jak ja, Mistrzowie Polski juniorów z 75 i 76 roku. To jednak o czymś świadczy. 

Lipka, Budka, Nawałka, Jałocha, Wróbel – któż ich dzisiaj nie zna? Po latach widać, iż owa ekipa była skazana na sukces. Wyjątkowe nagromadzenie tak nieprzeciętnie uzdolnionych graczy musiało doprowadzić do najwyższych laurów. W 1978 roku pod wodzą trenera Lenczyka Biała Gwiazda po 28 latach (!) przerwy znów stanęła na najwyższym stopniu podium, w stylu absolutnie mistrzowskim pozbawiając pozostałe ekipy jakichkolwiek złudzeń, kto zasługuje na miano najlepszej drużyny w kraju: Przed tym sezonem prowadził nas jeszcze trener Brożyniak. Dzięki niemu byliśmy świetnie przygotowani pod względem kondycyjnym. Sądzę, iż ten fakt również miał swoje znaczenie w kontekście wygrania ligi. A samo mistrzostwo? No cóż, byliśmy taką ciekawą mieszanką rutyny i młodości, wspomagali nas przecież Musiał, Szymanowski. Do tego na trybunach 30-40 tys. ludzi, no i ta „dziesiątka”… No feta była wielka, byliśmy na Rynku, wszyscy się cieszyli. Na pewno bardzo miłe wspomnienie. Szkoda, że za moich czasów świętowaliśmy tylko raz…

Klub z Reymonta kolejne sezony grał bardzo nierówno, zwyżka formy nastąpiła w rozgrywkach 1980/1981. Wicemistrzostwo nie wszystkim jednak przypadło do gustu, niektórzy kibice zarzucali drużynie brak ambicji: Gdybyśmy mogli jeszcze bardziej docisnąć, na pewno byśmy to zrobili. Nie wierzę w to, że komuś nie zależało, że ktoś odpuścił.

Legendy Białej Gwiazdy - czytaj więcej

Zespół Lipki grał w kratkę, mimo to właśnie przełom lat 70’ i 80’ był najlepszym okresem w karierze piłkarza. Liczne występy w reprezentacji, gra w europejskich pucharach były tymi wydarzeniami, do których każdy, również Pan Leszek, chętnie wraca pamięcią: Wtedy byłem na topie, wybierano mnie na piłkarza rundy, zająłem drugie miejsce w klasyfikacji na najlepszego gracza roku. Generalnie miałem dobre notowania. Nic w tym jednak dziwnego, prawoskrzydłowy krakowskiej Wisły był prawdziwym postrachem ligowych boisk. Filigranowy zawodnik nie strzelał co prawda wielu bramek, ale swoimi licznymi asystami i kapitalnymi zagraniami doprowadzał do rozpaczy kolejnych rywali. Świetne występy zaczęły przekładać się na wspomniane powołania. Wysyłał je Ryszard Kulesza, selekcjoner narodowej kadry, który był pod wielkim wrażeniem gry Wiślaka. Lipka już w debiucie przeciwko Holandii pokazał, iż warto na niego stawiać. Wygrana 2-0 przy wydatnym udziale „Arsena” (pseud. Lipki) jest jedną z bardziej pamiętnych wiktorii Biało-Czerwonych.

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Lipka ostatni mecz w narodowych barwach rozegrał w roku 1981, potem nastała era Piechniczka: Wydaje mi się, że preferował zawodników dobrze zbudowanych fizycznie. On jednak pochodził ze Śląska, a tam gra opierała się na walce. Ja byłem zawodnikiem technicznym, on potrzebował klasycznych walczaków. Wiślacki drybler miał wyjątkowego pecha, bo choć 21 występów z białym orłem na piersi to marzenie każdego polskiego gracza, to jednak lata, w których miały one miejsce były wyjątkowo niefortunne. Lipkę, grającego w kadrze przez 3 sezony, ominęły 2 mundiale. Zarówno Argentyna 78’ i Hiszpania 82’ odbyły się bez jego udziału.

Pucharowy niedosyt

Międzynarodowa przygoda piłkarska Arsena na szczęście nie skończyła się na reprezentacji. Wraz z Wisłą trzykrotnie rywalizował on w europejskich pucharach, z czego raz w sposób wybitnie spektakularny. Mowa oczywiście o sezonie 1978/79, wielkich zwycięstwach z ekipami z Brugii i Brna oraz dramacie w dwumeczu ze szwedzkim Malmo: Trzeba przyznać, że zwłaszcza wyeliminowanie belgijskiego zespołu było wielkim szokiem dla europejskiej piłki. Wyrzuciliśmy przecież za burtę zespół, który sezon wcześniej był w finale Pucharu Europy, dysponował wyśmienitym składem, z wieloma reprezentantami. Cóż jednak z tego, skoro nie wykorzystaliśmy do końca szansy… Ten mecz z Malmo… ja do dzisiaj nie wiem, jak to się stało. Kibice, których spotykam, mówią: „sprzedaliście mecz”… Prowadziliśmy 1-0, w ostatnim kwadransie straciliśmy 4 bramki. Wprawdzie dziwne one były, ale ciężko w to uwierzyć, że ktoś chciałby się podłożyć. Wtedy nie byliśmy jeszcze żadną marką w Europie. Wielka szkoda, bo wtedy była szansa nawet na finał. Po Malmo gralibyśmy z Austrią Wiedeń, która była w naszym zasięgu…

„Nikt mi nie powie, że zostawiłem klub”

Lipka grał w Wiśle przez całe lata 80-te. Po zdobyciu mistrzostwa Polski, sukcesach na arenie międzynarodowej, nadal prezentował wysoki poziom, czego nie można powiedzieć o reszcie jego kompanów z drużyny. Nierówna, gra, coraz gorsza atmosfera w zespole, doprowadziły do kompromitującego spadku z ekstraklasy w roku 1985: My graliśmy taką ładną krakowską piłkę, niestety nie zawsze skuteczną. Do tego brakowało nam kogoś z zewnątrz, jednak wtedy było to przywiązanie do barw klubowych, mało było roszad w składach. Ponadto w sezonie, w którym spadliśmy, miała miejsce niezrozumiała sytuacja. Zarząd na kilka kolejek przed końcem zawiesił pięciu zawodników, w tym Iwana i Budkę. Powodem miał być brak zaangażowania, ale ta decyzja była bardzo kontrowersyjna, do tej pory jej nie rozumiem. Równie dobrze mogli każdego zawiesić. Nie mam pojęcia, o co tak naprawdę poszło. To było bardzo duże osłabienie, atmosfera zaczęła się psuć, no i spadliśmy.

Po degradacji wielu zawodników odeszło, zostali m.in. golkiper Gaszyński oraz Jałocha, Motyka, a także Lipka, który przez 3 sezony tułania się po niższej klasie rozgrywkowej był kapitanem drużyny. Ja mam satysfakcję z tego, że nikt mi nie powie, że zostawiłem klub. Celem od początku był jak najszybszy powrót do pierwszej ligi. Trochę to trwało, ale na szczęście w końcu się udało – wspomina Lipka, który w drugiej połowie lat 80-tych do pokaźnej liczby asyst zaczął dokładać również własne trafienia. O powrocie na ekstraklasowe salony zadecydowała bezpośrednia rywalizacja w meczach barażowych z Concordią Knurów. Wisła uległa na wyjeździe 0-1, by u siebie na 5 minut przed końcem zaledwie remisować 2-2. Biała Gwiazda strzeliła wtedy jednak jeszcze 2 gole, pieczętując tym samym swój awans: Bardzo dziwne były okoliczności tego spotkania. Mówiło się, że mecz kupiony i tego typu rzeczy. Moim zdaniem jednak Knurów tak naprawdę nie chciał awansować. Ta drużyna była bezpośrednim zapleczem Górnika Zabrze, tak że gra w tej samej klasie rozgrywkowej nie uśmiechała się ani jednym ani drugim.

„Inteligentny oszust”

Wiemy już, iż boiskowym pseudonimem Lipki był „Arsen”, warto jednak poznać genezę tego przydomka: W tym okresie bardzo popularna była taka postać, Arsene Lupin. To był taki, jakby to powiedzieć… inteligentny oszust. To się odnosiło do mojego sposobu gry, sprytu, pomyślunku. Warunków fizycznych nie było, jakoś więc trzeba było to wszystko nadrabiać. Lipka musiał nadrabiać i robił to absolutnie doskonale: „Najlepszy technik ćwierćwiecza” – to powszechnie dominująca w tamtym czasie opinia na temat Wiślaka. Czy biorąc pod uwagę takie głosy oraz to, co osiągnął, może czuć się piłkarzem do końca spełnionym? To jest tak, że najwyższe notowania mają zawsze ci, którzy strzelają bramki. Ja zwykle dogrywałem, może gdybym grał bardziej egoistycznie to wszystko wyglądałoby inaczej? Poza tym, po tym najlepszym okresie, po sukcesach w Europie, miałem problem z kolanami. Leczyłem się praktycznie przez 2 lata, skutki odczuwam do dziś. Dla mnie pocieszające jest to, że kibice, których spotykam, doceniają to, co zrobiłem dla klubu.
Leszek Lipka bardzo dobrze wspomina fanów Wisły z czasów swoich piłkarskich występów. Z niektórymi utrzymywał bliższe relacje, resztę sanował za to, że są z drużyną również w tych gorszych momentach. Imponowało mu jeżdżenie kibiców za swoją drużyną po całej Polsce: Miło było jak się jechało i była ta grupka fanów. Oni też swoje kilometry zrobili, to byli prawdziwi kibice. Nie jechali żeby zrobić zadymę, znaczy wiadomo, że jak ktoś coś powiedział, to jakieś starcie mogło być, ale nie było tak, że celem wyjazdu samego w sobie była bijatyka.

Legendy Białej Gwiazdy - czytaj więcej

„Dopingujcie!”

Sezon 1989/1990 był ostatnim dla Lipki w barwach Wisły. Później były jeszcze 2 lata w Błękitnych Kielce, po czym wieloletni skrzydłowy Białej Gwiazdy zawiesił buty na kołku. Blisko 20 lat w jednej drużynie to wynik niesamowity, wydaje się iż obecnie nieosiągalny. Tak jak wiele innych rzeczy: Przedtem po meczu szło się gdzieś z żonami całą drużyną, trochę pogadać, odstresować się. To budowało atmosferę. Wiadomo, że jak ktoś wypije to piwo czy drinka to już jest odważniejszy i powie co mu na wątrobie leży. To jest bardzo potrzebne.

Rozstania z Wisłą Pan Leszek nie wspomina najlepiej, za wieloletnie reprezentowanie barw Białej Gwiazdy nie usłyszał nawet słów podziękowania. Z kolei o dzisiejszej Wiśle mówi wprost: To jest osobna firma. Liczy się tylko pierwsza drużyna, zespoły juniorskie tak naprawdę nie istnieją. Jak oni mają być potem przywiązani do barw, skoro oni tu nawet nie grają, bo klub, który tyle razy zdobył mistrzostwo Polski, nie ma odpowiednich obiektów? Dla mnie to jest niepojęte.

Pan Leszek obecnie zajmuje się trenowaniem zespołów z niższych lig. W tym momencie jest szkoleniowcem Orła Iwanowice: Nie robię tego dla pieniędzy, bo to są groszowe sprawy. Chcę być przy tym sporcie, robię to, co lubię…

Co do kibiców, jest gro takich, którzy naprawdę chcą i bardzo dobrze działają. Trzeba cenić tych ludzi, to co robią, te flagi, oprawy… Mogę przekazać tylko tyle, by dalej dopingowali, zwłaszcza wtedy, gdy drużyna ma momenty kryzysowe. Na pewno łatwiej się kibicuje, jak zespół wygrywa, ale jednak trzeba się wtedy wziąć w garść i zmobilizować piłkarzy, to im naprawdę pomaga.

Leszek Lipka grał w koszulce z Białą Gwiazdą na piersi przez 20 lat. Panie Leszku, dziękujemy!

Artykuł ukazał się we wrześniu 2010, Magazyn Forza, autor Maciek

Zdjęcie: Wacław Klag i Andrzej Banaś



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara