Legendy Białej Gwiazdy

Legendy Białej Gwiazdy - Tomasz Kulawik

Dodano: 2014-02-07 07:41:43 (aktualizacja: 2014-02-08 23:03:19)
Marco / Forza Wisla
Zbiory TSW / historiawisly.pl

Tomasz Kulawik, słynny "Kula", urodził się 4 maja 1969 roku w Olkuszu. Wychowanek Bolesława Bukowno. Na boisku występował na pozycji pomocnika. Grał w barwach Zagłębia Sosnowiec, Wisły Kraków i Ruchu Chorzów. Rozegrał 257 spotkań i strzelił 37 bramek. W barwach „Białej Gwiazdy” zadebiutował wiosną 1991 roku w meczu ze Śląskiem (0:0). Oddany Wiślak, utożsamiający się z krakowskim klubem, przez wiele lat pełnił funkcję kapitana drużyny. Po zakończeniu kariery piłkarskiej pracował w sztabie trenerskim Wisły.

Proszę opowiedzieć nam o początkach swojej przygody z piłką nożną.

Na początku grało się na boisku asfaltowym ze znajomymi. Spotykałem się z kolegami z klasy i grywaliśmy między sobą mecze. Dla klubu trafiłem bardzo późno, zapisałem się mając dopiero 15-16 lat. Pierwszym klubem był Bolesław Bukowno, gdzie mogłem się wykazać i grać na poziomie juniora. Po pierwsze były to miłe i sympatyczne przeżycia, po drugie pojawiły się nowe cele w życiu, spróbować gry dalej, rozwijać się.

Po pobycie w Górniku Wojkowice i Zagłębiu Sosnowiec trafił Pan do Wisły Kraków. Proszę przybliżyć kulisy tego transferu.

W Zagłębiu Sosnowiec grałem przez półtora roku. Grając tam podkreślałem bardzo często, że mam zamiar studiować. Akurat zdawałem egzamin na AWF w Krakowie i dostałem się na studia dzienne. Podjąłem decyzję o grze w tym mieście. Najbliższym klubem, który się mną interesował była Wisła. Przyszedłem na rozmowy z panem Musiałem, który mówił, że mnie zna i widział parę razy moją postawę na boisku jeszcze w Zagłębiu Sosnowiec, ale na dzień dzisiejszy okno transferowe zostało zamknięte i Wisła już nowych zawodników nie nabywa. Zimą, gdy zdam pierwszy semestr i będę mógł ubiegać się o indywidualny tok studiów, to wrócimy do rozmów i tak też się stało. Miałem siedmiomiesięczny rozbrat z piłką, trenowałem indywidualnie. Pojawiłem się ponownie w lutym, gdy wiedziałem już o indywidualnym toku studiów. Zacząłem trenować i grać w Wiśle.

Jak udało się Panu skończyć studia? Niełatwo jest połączyć sport z nauką. Udaje się to nielicznym i w dodatku mającym sporo chęci.


Ukończyłem studia dzienne, ponieważ bardzo tego chciałem. Najgorszy był okres, kiedy miałem siedmiomiesięczną przerwę. Zastanawiałem się, jak to będzie wyglądać, ponieważ trenowałem samodzielnie, a takie trenowanie różni się od treningów w klubie lub z grupą. Postawiłem sobie za cel ubieganie się o indywidualny tok studiów i zadbać o pierwszy semestr, który pozwoli mi ukończyć studia. Były ważną częścią mojego życia i tak też zrobiłem. Zostałem przyjęty do drużyny, zacząłem trenować. Na początku miałem dostać dłuższy czas na przygotowanie się, ale szansę dostałem już w kwietniu.

Debiut zaliczył Pan wiosną 1991 roku (w meczu ze Śląskiem Wrocław). To był bardzo ciekawy sezon w wykonaniu naszych piłkarzy. Wisła bez wielkich gwiazd w składzie zajęła trzecią lokatę w lidze, nie grają w pucharach tylko dlatego, że z ligi „łapały się” pierwsze dwa zespoły. Co było kluczem do odniesienia takiego rezultatu?

Wszyscy zastanawiali się, jak to będzie, ponieważ w Wiśle nastąpiły zmiany. Odeszło kilka osób, wszystko było spowodowane poszukiwaniem pieniędzy. Drużyna została dobrze poukładana i duży wpływ miała atmosfera, jaka panowała w zespole. Była bardzo dobra. To procentowało. Wychodząc na boisko graliśmy bez kompleksów. Wierzyliśmy w siebie i dobrze znaliśmy swoje umiejętności. 



W kolejnych sezonach było już tylko gorzej. Rok później Wisła w niewiele zmienionym składzie ukończyła ligę na siódmym miejscu. Dwa lata później na dziesiątym. Dlaczego gra była coraz gorsza?


Po pierwszej rundzie odszedł niestety Tomek Dziubiński, który strzelił wiele bramek, był wiodącym zawodnikiem w zespole. Zaczęły się poszukiwania jego następcy. Nie graliśmy źle, ale nie wychodziło nam to tak dobrze, jak wtedy, gdy Tomek był z nami. Później przyszła zmiana trenera. Stanowisko objął trener Karol Pecze. Miał on swoją wizję – innej drużyny – i wtedy zaczęły się nasze poważne kłopoty.

Te ciężkie czasy wiślackiej piłki zapamiętamy jeszcze z innego, haniebnego powodu. Piłkarze (a może i działacze?) na zakończenie ligowych zmagań sprzedali się warszawskiej Legii, przegrywając na własnym terenie 0:6. Jak Pan skomentuje to wydarzenie?

Ja miałem takie szczęście, że w tym meczu nie występowałem. Trener w ogóle nie widział mnie w drużynie. W tym konkretnym meczu, jak również w całej rundzie. Rozgrywałem wszystko w rezerwach. Jak już mówiłem, nie wystąpiłem w tym meczu i też nie chcę dywagować na ten temat. To pytanie można zadać tym osobom, które były w klubie, jak i również grały na boisku.

Nikt z fanów naszej drużyny nie ma do Pana pretensji, wszyscy podziwiamy i cenimy postawę prawdziwego Wiślaka, o którą tak ciężko w dzisiejszych czasach. W jaki sposób ukształtowało się uczucie, jakim darzy Pan Wisłę?

Od urodzenia mój tata zawsze kibicował Górnikowi Zabrze albo Wiśle Kraków. Górnikowi z tego względu, że pracował w kopalni. A Wiśle, ponieważ Kraków jest blisko Olkusza. I zawsze uczęszczał na mecze Górnika lub Wisły. Dlatego zawsze chciałem grać w Wiśle.

Sezon 93/94 skończyliśmy na 15. miejscu i spadliśmy do drugiej ligi. Te czasy to heroiczne starania o powrót w szeregi ekstraklasy. W pierwszym sezonie nie udało się awansować, dopiero w drugim. Słynny sędzia Kasierski i początek działalności „Fryzjera”. Jak czasy te wspomina Tomasz Kulawik?

Były ciężkie ze względów finansowych, klub podupadał, brakowało pieniędzy. Te lata jednak uważam za bardzo miłe, ze względu na atmosferę, jaka się wytworzyła w klubie i w drużynie. W pierwszym roku niewiele nam brakowało do awansu. Oszukali nas na Śląsku i w Amice, gdzie walczyliśmy do końca, żeby awansować. Wiadomo, jak się gra o coś i pojawiają się wyniki to tworzy się bardzo dobra atmosfera. W drugim roku mieliśmy nadzieję, że jak nikt nie odejdzie, to powalczymy i awansujemy – i tak się stało. W 1996 roku awansowaliśmy do pierwszej ligi.

Po tych wszystkich wydarzeniach nastąpiła era innej, nowej, bogatej dzięki Telefonie Wisły. Proszę powiedzieć, jak odbierano przyjście do klubu tylu znanych nazwisk z Polski jak i również z zagranicy? Jaka tworzyła się atmosfera w drużynie? Czy istniały podziały na starszych Wiślaków i tych nowych?


Staraliśmy się tego nie odbierać jako zło, bo wiadomo było, że mając duży potencjał finansowy (Telefonia „rzuciła” duże pieniądze) można było sprowadzić najlepszych. Wiedzieliśmy o tym, że trzeba się starać o występ w pierwszym składzie, załapać się do jedenastki, bo z tego tytułu były lepsze bonifikaty. Nikt ze starszych zawodników nie miał żadnych zastrzeżeń ani złych intencji wobec nowych osób. Mówiono o tym, że prawdopodobnie z tej jedenastki, która była na początku 1997 roku, nikt raczej nie będzie występował w „nowej Wiśle”. Przeprowadzono wiele transferów, przyszło dwunastu nowych zawodników. To oni mieli wieść prym. Okazało się jednak, że w pierwszym meczu, z tego co pamiętam, Artur Sarnat, Rysiek Czerwiec, Grzegorz Pater, Paweł Adamczyk, Bogdan i Marek Zającowie, wystąpili w pierwszej jedenastce. Było to 6-7 osób, które wywodziły się z wcześniejszej ekipy. Wiele nowych osób się nie załapało. Przyjście nowych piłkarzy spowodowało rozbudzenie głęboko w nas ukrytych talentów. Myślę, iż nie był to przypadek, że awansowaliśmy z drugiej ligi.

Jak smakuje „Mistrz” po 21 latach?


Powiem szczerze, że smakuje bardzo… Należy też zwrócić uwagę na rundę wcześniejszą. Awans z 13. miejsca na 3., puchary, a rok później upragniony mistrz!

Występy w pucharach, mecz z Barceloną… Jakie to uczucie występować w europejskich pucharach?


Każdy mecz pucharowy dla każdego zawodnika jest niezapomnianym przeżyciem. Po to się gra i trenuje, żeby grać z najlepszymi. Można się sprawdzić, jakim jest się naprawdę. Gra przeciwko najlepszym zawodnikom jest fascynująca, mobilizująca i ciekawa. Nie tylko gra w polskiej lidze napędza apetyt.

Dobra postawa Tomasza Kulawika na boisku przyczyniła się do debiutu w kadrze narodowej prowadzonej przez Janusza Wójcika. Czym była gra w reprezentacji dla Pana?

Duże wyzwanie i adrenalina pojawia się w meczach reprezentacji. To jest zupełnie inne wrażenie, niesie za sobą inne wartości. Moje marzenie stało się realne. Gdy dowiedziałem się, że mam pojechać na reprezentację, byłem bardzo zadowolony. Wszystko, co dobre, zbiegło się w jednym momencie: dobre występy w lidze, puchary i reprezentacja. Świetne przeżycie.

Wspaniały etap w Pańskiej karierze kończy trener Kasperczak. W pewnym momencie zrezygnował z Pana jako zawodnika – nie ma Pan do niego o to żalu?

Nie. Uważam, że przychodzi taki okres, kiedy trzeba odejść. Moja kariera skończyła się troszeczkę wcześniej, ze względu na fakt, że na meczu z Widzewem złamano mi kostkę i borykałem się z problemem kontuzji. Mając 30-parę lat ciężko mi było wrócić do zdrowia i udowodnić swoją przydatność zespołowi. Była już inna wizja trenera. Drużyna została przekształcona, część odeszła. Normalna kolej rzeczy.

(MALEŃSTWO)

Materiał ukazał się magazynie Forza Wisła Marzec/Kwiecień 2007


Chcesz współtworzyć serwis WislaLive.pl? Prześlij na adres mailowy: redakcja@wislalive.pl swoje CV oraz krótki tekst dotyczący wybranego przez siebie wydarzenia sportowego.

 



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara