News

Skuteczne w lidze, pechowe w Eurolidze

Dodano: 2017-11-14 09:51:17 (aktualizacja: 2017-11-16 18:23:18)
Marco / nowe-refleksje.blogspot.com

Koszykarki Wisły CanPack Kraków rozegrały już osiem meczów w Basket Lidze Kobiet, czyli dokładnie jedną trzecią zaplanowanych dla każdego klubu w fazie zasadniczej. Ponadto cztery razy wybiegały na parkiet w rozgrywkach euroligowych. Ponieważ do niedzieli mają przerwę z uwagi na eliminacje Mistrzostw Europy, warto pokusić się o pewną ocenę dokonań ekipy prowadzonej przez Krzysztofa Szewczyka.

Liga - 7 zwycięstw, 1 porażka, Euroliga - 0 zwycięstw, 4 porażki. Tak brzmiałoby najkrótsze podsumowanie dotychczasowych rezultatów krakowianek. Patrząc jednak nie tyle na sam bilans, co postawę drużyny i poszczególnych zawodniczek, należałoby stwierdzić, że poza wstydliwą porażką z MKK Siedlce (58:62) na inaugurację BLK, prezentują się dość korzystnie. Pod kilkoma istotnymi względami funkcjonują cokolwiek bardziej interesująco niż skład, którym w sezonie 2016/2017 dowodził Jose Hernandez.
Ktoś może całkiem logicznie zauważyć, że jeśli udałoby się uniknąć wspomnianej wyżej wpadki, to w Polsce nie byłoby dotąd mocnych na wiślaczki. Pomijając, że to gdybanie, mam wątpliwości. Nie wiadomo, czy po planowym zwycięstwie grałyby tak skoncentrowane w kolejnych potyczkach, czy tworzyłyby wtedy dobrze uzupełniający się i na ogół realizujący założenia szkoleniowca zespół, potrafiący wykorzystać swoje atuty w ofensywie i zneutralizować rywalki w defensywie. Potknięcie w Siedlcach można określić jako ostrzeżenie, z którego zostały wyciągnięte odpowiednie wnioski. Trener Szewczyk wspominał zresztą w publikowanym tutaj wywiadzie, że jego koszykarki mogły przekonać się, iż w polskiej lidze nie ma łatwych spotkań. O ile bezproblemowe wygrane u siebie z Widzewem Łódź (92:43) i Ostrovią Ostrów Wlkp. (77:56) uznawano za coś zupełnie oczywistego, to przedzielający je triumf po zaciętej walce z Energą w Toruniu (58:54) był pozytywnym zwiastunem lepszych czasów. Choć w poprzednich latach Wisła na ogół pewnie ogrywała Katarzynki na ich terenie, to teraz jakikolwiek sukces stał pod dużym znakiem zapytania. W piątej kolejce czekał jeszcze trudniejszy wyjazd. Przystępujące do tej batalii z bilansem 1-3 zawodniczki CCC Polkowice miały zamiar odmiany swojej zaskakująco złej sytuacji.  Nic z tego - znakomicie grające Leonor Rodriguez (26 pkt, w tym 5 celnych "trójek") i Giedre Labuckiene (17 pkt, 10 zbiórek, 5 przechwytów), wsparte przez pozostałe koleżanki, wybiły im te plany z głowy. Przyjezdne prowadziły w zasadzie przez cały czas, nawet różnicą kilkunastu punktów i mimo wysiłków ekipy z Zagłębia Miedziowego, nie pozwoliły na doprowadzenie do nerwowej końcówki. Wynik 80:67 stanowił odzwierciedlenie tego, co działo się na boisku. Pokonanie w takim stylu głównych kandydatek do mistrzowskiego tytułu (o czym pisałem pod koniec września), i to w Polkowicach, pokazało, że możliwości "Białej Gwiazdy" w tym sezonie są większe niż sądzili niektórzy eksperci i kibice.
Po czwartym z kolei zwycięstwie team spod Wawelu usadowił się w ścisłej czołówce tabeli, razem z Artego Bydgoszcz, Ślęzą Wrocław i Basketem Gdynia. Następną konfrontację przyszło stoczyć właśnie przeciwko zespołowi z Trójmiasta, który dopiero z bydgoszczankami przegrał po raz pierwszy. Zapowiadała się niełatwa przeprawa, a tymczasem w hali przy ul. Reymonta gospodynie dominowały od początku do końca, mając pod koniec trzeciej kwarty nawet 25 pkt przewagi. Szkoda tylko, że zwolniły tempo w ostatniej części, przez co wygrały "tylko" 73:63. Znów najskuteczniejsza okazała się Rodriguez (20 pkt). W kolejce nr 7 Enea AZS Poznań nie miał na własnym parkiecie jakichkolwiek szans w starciu z aktualnymi wicemistrzami Polski - rezultat 45:90 mówi wszystko. W pierwszy weekend listopada wiślaczki wykazały swoją wyższość nad Pszczółką Polski-Cukier AZS-UMCS Lublin, choć tutaj historia była nieco podobna do występu sprzed dwóch tygodni. W ostatnich trzech minutach straciły blisko połowę z 17-punktowej nadwyżki, przez co po końcowej syrenie na tablicy pojawił się wynik 75:66. Rzadkiego wyczynu dokonała Maurita Reid, która zaliczyła triple-double (10 pkt, 14 zb., 11 asyst), z double-double kończyła zawody Sonja Greinacher (15 pkt, 11 zb.), a najlepszą egzekutorką była oczywiście hiszpańska "dwójka" (27 pkt, w tym sześć trafień zza linii 675 cm).

Więcej NOWE-REFLEKSJE



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara