News

Twierdza R22 zdobyta. Wisła Lechia 0:1

Dodano: 2017-05-07 11:46:04 (aktualizacja: 2017-05-08 08:13:38)
Norf / wislalive.pl

20 minut dobrej gry to za mało na zatrzymanie kandydata na mistrza.

To był  bardzo dziwny mecz, w którym nie brakowało w zasadzie nic. No może poza bramką dla Wisły. Po raz kolejny widzieliśmy dwie odsłony BG. To samo można powiedzieć o postawie zawodników Lechii. Nie zabrakło zwrotów akcji, błędów zawodników, a także oczywiście sędziów. Na koniec rozstrzygnięcie także przeczy wszelkim prawom serii. Finalnie Wisła przegrała u siebie pierwszy raz od sierpnia, a Lechia wygrała na wyjeździe pierwszy raz od października.

Mecz Wiślacy zaczęli bardzo asekuracyjnie i to można powiedzieć w zasadzie o całej pierwszej części gry. Obserwowaliśmy cierpliwe rozgrywanie piłki na własnej połowie, byle nie popełnić błędu i nie dać przeciwnikom szansy na zagrożenie bramki. Efektem takiej postawy był brak jakiegokolwiek strzału na bramkę Kuciaka w pierwszej połowie.

Trzeba przyznać, że zamierzony efekt udało się osiągnąć. Biało-Zieloni wprawdzie kilkukrotnie zmusili do wysiłku Łukasza Załuskę. Wykorzystując padający deszcz i nasiąkniętą murawę, strzałami z dystansu, naszego golkipera zaskoczyć próbowali Flavio, Wolski, Borysiuk, czy Marco. Ten ostatni miał też najlepszą okazję, po tym jak bramkarz odbił piłkę do boku, a ta dośrodkowana trafiła mu pod nogi, lecz z bliskiej odległości Portugalczyk chybił o milimetry.

Pierwsza połowa przypominała nieco partię szachów, z inicjatywą po stronie Gdańszczan, lecz sprowadzającą się do wybijania pionów. Wiślacy skutecznie bronili króla, nie podejmując jednak prób zaszachowania przeciwnika.

Druga część gry mogła rozpocząć się od niespodziewanego gongu w postaci bramki dla gości już w 20 sekundzie gry. Dośrodkowaną piłkę głową do bramki strącił Marco, jednak chorągiewka asystenta poszła w górę i gol słusznie nie został uznany. To ostrzeżenie nie obudziło jednak zawodników BG. W szczególnym letargu pozostał Tomek Cywka, który w przeciągu dwóch minut zarobił dwie żółte kartki, za faule taktyczne. O ile do pierwszej decyzji arbitra absolutnie pretensji mieć nie można o tyle drugiego kartonika nie musiał pokazywać. Zaczęło się od niecelnego podania prawego obrońcy, następnie przebiegający obok niego Peszko został dotknięty, co spowodowało dramatycznie wyglądający upadek reprezentanta Polski, a w konsekwencji osłabienie drużyny Wisły.

Gra w dziesiątkę od 49 minuty niewiele zmieniła obraz gry. Cały czas stroną przeważającą byli Gdańszczanie, a ataki Wisły ograniczały się do zazwyczaj niecelnych długich piłek na Pawła Brożka, po raz kolejny niestety zupełnie bezproduktywnego. To co wisiało w powietrzu od pierwszego gwizdka arbitra, stało się faktem w 58 min. Piłka trafiła na prawe skrzydło do Haraslina, ten mocnym strzałem trafił w nogę Załuski. Piłka odbiła się jeszcze od drugiej kończyny i zmierzała w stronę siatki, z pomocą nie zdążył Głowacki i mięliśmy pierwszą bramkę. Poza bramkarzem, spory kamień trzeba wrzucić do ogródka drugiego bocznego obrońcy Maćka Sadloka, który po raz kolejny nie zdążył z kryciem i dał przyjąć piłkę i uderzyć przeciwnikowi.

Wydawało się, że ta bramka zabiła spotkanie. Goście spokojnie rozgrywali piłkę, podczas gdy gospodarze niezbyt kwapili się do ataku i odwrócenia losów meczu. Cierpliwość kibiców BG, została wystawiona na poważną próbę. Pewnie mecz wyglądałby tak do końca, gdyby nie wejście na boisko Kuby Bartosza. Młody Wiślak zaledwie kilka sekund po zameldowaniu się na murawie, stanął oko w oko z Kuciakiem. Niestety Słowacki golkiper pojedynek ten wygrał, do piłki dopadł jeszcze drugi zmiennik Mateusz Zachara, jednak i z jego uderzeniem poradził sobie bramkarz, wybijając piłkę na rzut rożny. Z kornera futbolówkę wrzucił Krzysiek Mączyński, do niej niechybnie doszedłby Ivan Gonzalez, jednak został ściągnięty do parteru przez Maloce. Z sobie tylko znanego powodu Gil nie wskazał na wapno.

Ten zmasowany atak okazał się punktem zwrotnym spotkania. To Wiślacy teraz doszli do głosu, spychając przyjezdnych do głębokiej defensywy. Kolejna okazja na wyrównanie znowu nadarzyła się przy okazji kolejnego rzutu rożnego. Znowu wrzucał Mąka, tym razem na krótki słupek, gdzie znalazł się Zachara, jednak jego mocne uderzenie wylądowało na bocznej siatce. Kilka minut później, kolejny korner. Kolejne dośrodkowanie reprezentanta Polski, tym razem do głowy dochodzi Gonzalez, niestety jego strzał przechodzi minimalnie nad poprzeczką. Mimo, iż do samego końca Wiślacy bardzo ambitnie szukali wyrównania, na nic więcej nie było ich stać tego dnia. Zawodnicy Lechii ograniczali się do prowokowania, lub też teatralnego upadania na murawę, co okazało się skuteczne. Dowieźli jednobramkowe prowadzenie i przełamali wyjazdową niemoc.

Po raz pierwszy trzeba przyznać, że Kiko Ramirez popełnił błąd dobierając taktykę na ten mecz. Tak ostrożne granie nie mogło przynieść zwycięstwa. Trzeba mu jednak także oddać, że po raz kolejny zmiany jakich dokonał przyniosły korzystną odmianę gry. Bardzo dobrze pokazali się Bartosz i Zachara, a także korzystający z wykluczenia Cywki, Kuba Bartkowski, dla którego był to debiut w barwach BG. Znamiennym jest fakt, że zastąpili oni tzw. Starą gwardię, czyli Boguskiego, Brożka i Małeckiego, którzy zupełnie przeszli obok meczu. Teraz, kiedy na europejskie puchary, pozostały już tylko matematyczne szanse, może czas aby ci zawodnicy, którzy mają za sobą bardzo ciężki sezon, trochę odpoczęli, dając szansę tym, którzy grali mniej. Odpocznie też zapewne sam trener, który zbyt impulsywnie reagował na kolejne kontrowersyjne decyzje arbitra i został odesłany na trybuny. Gdyby nie odmiana gry po wejściu Bartosza, powiedzielibyśmy, że było to jedno z najsłabszych spotkań Wisły w tym sezonie. Pewnie mimo tego faktu tak właśnie było, jednak trzeba podziękować piłkarzom za zaangażowanie i emocje w ostatnich dwudziestu minutach. Remis był o krok. Paradoksalnie Wiślacy wyglądali znacznie lepiej grając w osłabieniu, co tylko pokazuje, że ich stać na znacznie lepszą grę. Teraz czas na bardzo trudny wyjazd na teren lidera, gdzie o punkty będzie jeszcze trudniej. Jesteśmy jednak dobrej myśli. Czy wygrywasz czy nie, zawsze ja kocham Cię!

 

Wisła Kraków - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)

0:1 Harašlin 59

 

Wisła: Załuska - Cywka, Głowacki, González, Sadlok - Llonch, Mączyński - Boguski (53 Bartkowski), Brlek, Małecki (69 Bartosz) - Brożek (66 Zachara)

 

Lechia: Kuciak - Maloča, Wawrzyniak, Janicki - Borysiuk, Sławczew (62 Kuświk) - Harašlin (75 Stolarski), Wolski, Peszko - M. Paixão (69 Nunes), F. Paixão

 

Żółte kartki: Cywka (x2), Sadlok, Głowacki  - Sławczew, Janicki, Maloča

 

Czerwona kartka: Cywka 49

 

Sędzia: Paweł Gil z Lublina

 

NORF

 

 



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara