Opinia

Listopadowo-grudniowy progres

Dodano: 2016-01-01 15:34:07 (aktualizacja: 2016-01-05 23:54:43)
Marco / nowe-refleksje.blogspot.com

Kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia koszykarki Wisły Can-Pack Kraków wybiegły na parkiet po raz ostatni w 2015 roku. Kolejny mecz rozegrają 6 stycznia. Kilkanaście dni przerwy to dobra okazja do małego podsumowania dotychczasowych występów wiślaczek w sezonie 2015/2016, a także określenia, czego można oczekiwać po najlepszej polskiej drużynie klubowej w kolejnych miesiącach.

Przed startem rozgrywek wśród kibiców "Białej Gwiazdy" nie brakowało powodów do obaw, czemu również poświęciłem kilka słów. Niby do Krakowa po dwóch latach przerwy powracał Jose Hernandez, czyli trener, który niejednokrotnie udowodnił już swoją wysoką klasę, to jednak skład pod względem jakościowym na pewno ustępował temu, jaki w zakończonym w kwietniu sezonie miał do dyspozycji Stefan Svitek. Co prawda większość osób ze środowiska koszykarskiego stawiało krakowianki w roli faworytek do triumfu w Tauron Basket Lidze Kobiet (dowodzi tego m.in. ta ankieta), to jednak akcentowano, że ponowne zwycięstwo w krajowej rywalizacji zostanie okupione znacznie większym wysiłkiem. Perspektywy walki o awans do ćwierćfinału Euroligi, czyli celu, do którego tak niewiele brakowało Lavender, Quigley i spółce, przedstawiały się natomiast bardzo pesymistycznie, nie tylko z uwagi na klasę rywalek.

W pierwszych tygodniach nowego sezonu mankamentem wiślaczek była wąska, bo zaledwie siedmioosobowa rotacja. Agnieszka Szott-Hejmej leczyła wówczas kolejny uraz, a Devereaux Peters broniła barw Minnesota Lynx, czyli nowo kreowanych mistrzyń WNBA. 26-letnia podkoszowa pełniła tam rolę rezerwowej, której występy ograniczały się z reguły do kilkunastu minut i skromnych osiągnięć statystycznych. Podopieczne Jose Hernandeza mierzyły się wówczas z teoretycznie dużo słabszymi zespołami i na ogół bezproblemowo wygrywały, lecz dało się odczuć problemy w walce na "deskach". W piątej kolejce TBLK mistrzynie Polski pojechały do Polkowic, gdzie nie dały rady MKS-owi, który - notabene - od tamtej chwili jest niepokonany do dziś.

Cztery dni wcześniej koszykarki Wisły Can-Pack zainaugurowały dwunasty sezon w Eurolidze. Jak na swoje ówczesne możliwości, rozegrały dość dobre zawody, jednak nie wystarczyło to na debiutujący w tych prestiżowych rozgrywkach Mithra Castors Braine. Zwycięstwo było naprawdę blisko, lecz "trójka" niesamowitej Aliny Iagupowej doprowadziła do dogrywki, w której mistrzynie Belgii przejęły kontrolę nad wydarzeniami. Równie bolesna okazała się dwupunktowa porażka na wyjeździe z dość przeciętnie grającym, innym euroligowym nowicjuszem - Spar Citylift Girona. Bilans 0-2 z teoretycznie najsłabszymi teamami w grupie poddawał w wątpliwość szanse na "przeskok" do ćwierćfinału Pucharu FIBA, do czego niezbędne jest piąte lub szóste miejsce w tabeli. Te spotkania dowiodły także, dlaczego Yvonne Turner jest rozgrywającą o niższej renomie od niemal wszystkich swoich rodaczek występujących w Eurolidze. Dwie kolejne środy to zdecydowane porażki z potentatami - UMMC Jekaterynburg u siebie i ZVVZ USK Praga na wyjeździe. Natomiast w lidze po bardzo wysokiej wygranej nad outsiderem z Siedlec (wówczas zadebiutowała Peters) przyszła zaledwie jednopunktowa wygrana w Łodzi.

Skoro z takim trudem przychodziło udowodnienie wyższości nad okupującym dolne rejony tabeli Widzewem, to tym bardziej wizyta wrocławskiej Ślęzy w hali przy ul. Reymonta 22 mogła wzbudzić poważne obawy odnośnie końcowego rezultatu. Potyczka była wyrównana jedynie do przerwy. W drugiej połowie krakowianki, przy głównym udziale Peters i Turner, wręcz zdemolowały ekipę ze stolicy Dolnego Śląska. Wynik 87:51 mówi wszystko.

W Święto Niepodległości kibice Wisły mieli obejrzeć konfrontację swoich pupilek z Bourges Basket. Jednak dzień wcześniej mistrzynie Francji... spóźniły się na samolot, w związku z czym FIBA nakazała przełożyć mecz na kolejny dzień. Decyzja dość dziwna, bo uzasadniony był walkower, ewentualnie kara finansowa dla rywalek. Do połowy czwartej kwarty zawodniczki z Bourges panowały nad przebiegiem zawodów, ale gospodynie rzuciły się w szaleńczą pogoń, uwieńczoną powodzeniem, w czym największą zasługę miała Turner, sporo pożytku przyniosło również pojawienie się na boisku Szott-Hejmej. Impossible is nothing!

Paweł (nowe-refleksje.blogspot.com)

Całość artykułu: Listopadowo-grudniowy progres



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara