Opinia

Złoto cenniejsze od poprzedniego

Dodano: 2016-05-07 00:23:10 (aktualizacja: 2016-05-07 16:19:41)
Paweł / WislaLive.pl / nowe-refleksje.blogspot.com

Koszykarki Wisły Can-Pack obroniły mistrzowski tytuł. Dlaczego to złoto należy cenić bardziej niż wywalczone rok temu? Odpowiedzi na to pytanie udziela tekst, którego fragmenty znajdują się poniżej. Zachęcam do lektury!

Chyba każdy, kto był w środowy wieczór w hali przy ul. Reymonta 22, zapamięta te chwile na bardzo długo. Powód jest oczywisty - koszykarki Wisły Can-Pack po raz dwudziesty piąty sięgnęły po mistrzostwo Polski! Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że ten tytuł smakuje bardziej niż poprzedni.

Mogę dzisiaj nieskromnie powiedzieć, że miałem sporo racji, wyrażając swoje myśli zaraz po zakończeniu części zasadniczej Tauron Basket Ligi Kobiet. Spodziewałem się, że w decydujących bojach wiślaczki wykażą lepsze nastawienie mentalne i taktyczne, o co zadba Jose Hernandez. Zgodnie z moimi przypuszczeniami, to na zawodniczkach bydgoskiego Artego ciążyła presja związana z pozycją lidera przed fazą play-off, spotęgowana dodatkowo rozwojem wypadków w ćwierćfinale i półfinale play-off. Przed pierwszym finałowym starciem trudno było nie wyczuć oczekiwań tamtejszych kibiców. Pomyliłem się co do lokalizacji meczów finałowych - nie były rozgrywane w ogromnej hali Łuczniczka, która nie "leży" ekipie ze stolicy województwa kujawsko-pomorskiego. Okazało się jednak, że nawet Artego Arena, gdzie podopieczne Tomasza Herkta grają i trenują na codzień, nie stanowiła dla nich wystarczającego atutu, o co skutecznie zadbały krakowianki. Trwa niesamowita passa - team spod Wawelu wygrał w Bydgoszczy już dziewięć kolejnych spotkań, bez względu na to, czy odbywały się one w hali Chemika, obecnym obiekcie wicemistrzyń Polski czy Łuczniczce.

Aby doszło do wiślacko-bydgoskiej rywalizacji, oba zespoły musiały przejść dwie rundy. O ile koszykarki Artego nie napotkały jakiegokolwiek oporu ze strony JAS-FBG Zagłębia Sosnowiec i MKS-u Polkowice, to obrończynie tytułu miały drogę dość wyboistą. Już w ćwierćfinale musiały stoczyć dwie trudne potyczki z mierzącą znacznie wyżej niż zajmowane miejsce w tabeli Energą Toruń. Jeszcze bardziej wymagająca okazała się Ślęza Wrocław - to nawet mało powiedziane. Dysponująca szerszą rotacją, grająca dość agresywnie drużyna ze stolicy Dolnego Śląska wywiozła jedną wygraną z krakowskiej hali, wobec czego Wisła Can-Pack musiała odpowiedzieć co najmniej tym samym na obcym terenie. Udało się, zatem doszło do decydującej konfrontacji. Niesione głośnym dopingiem, niesamowicie skoncentrowane i precyzyjnie realizujące założenia swojego trenera zawodniczki występujące z Białą Gwiazdą na koszulkach nie dały żadnych szans wrocławiankom.

Po tym zwycięstwie prorocze słowa wypowiedziała Justyna Żurowska-Cegielska. Reprezentacyjna skrzydłowa stwierdziła, że jeśli dojdzie w finale do meczów "na styku", to wówczas wyjdzie większe doświadczenie jej ekipy w dużej ilości tak zaciętych gier. Zauważyła, iż bydgoszczanki nie miały "przyjemności" rozgrywać tak trudnego półfinału, dając tym do zrozumienia, że ich czujność może być uśpiona przez łatwe triumfy w tygodniach poprzedzających bezpośrednią batalię o tytuł mistrzowski.

Powiedzieć, że w ostatnich miesiącach wiślaczki borykały się z problemami, to tak jak... nie powiedzieć niczego. Styczeń rozpoczęły od kontuzji Cristiny Ouviny - grającej zdecydowanie najlepszy spośród czterech sezonów spędzonych w Krakowie. Gdy tylko hiszpańska rozgrywająca zdołała się wyleczyć, w drużynie nie było już Devereaux Peters, z którą władze klubu rozwiązały kontrakt z powodu jej niesubordynacji. Jej następczyni, czyli DeNesha Stallworth, pojawiła się pod Wawelem dopiero po miesiącu. Później ciągnące się do dzisiaj problemy ze ścięgnem Achillesa dopadły (ponownie) Katerinę Zohnovą, a tuż przed rewanżem w ćwierćfinale Euroligi na kilkanaście dni wypadła Laura Nicholls. Etatowa reprezentantka Hiszpanii nawet nie zdołała powrócić do treningów, gdy uraz wykluczył Małgorzatę Misiuk. Początkowo mówiło się o powrocie 25-letniej skrzydłowej na półfinały, lecz jej kłopoty okazały się znacznie poważniejsze i - podobnie jak Czeszka - do końca sezonu musiała pogodzić się z oglądaniem zmagań koleżanek, notabene mocno wspierając je z ławki. Jeśli dodamy, iż kilka innych zawodniczek narzekało na mniejsze lub większe problemy, to nic dziwnego, że cel, jakim było sięgnięcie trzeci raz z rzędu po złoto, wydawał się coraz trudniejszy.

 

Cały tekst dotępny tutaj.

 



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara