Polecamy

Odmiana przez wszystkie czasy-Wywiad z Arkadiuszem Głowackim

Dodano: 2017-01-22 20:19:34 (aktualizacja: 2017-01-30 11:26:58)
Norf / Wislalive.pl

Tuż przed wyjazdem drużyny do Turcji przeprowadziliśmy rozmowę z kapitanem BG - Arkadiuszem Głowackim. Przeanalizowaliśmy sytuację obecną, przyszłość zawodnika, a na koniec trochę powspominaliśmy.

Jak oceni Pan rundę jesienną obecnych rozgrywek? Trzeba przyznać, że dostarczyliście nam kibicom wielu skrajnych emocji.

Oczywiście to prawda. Myślę, że my tak samo to przeżywaliśmy, jak kibice. Te skrajne emocje towarzyszyły nam od początku sezonu. Moment kiedy Wisła została sprzedana Panu Meresińskiemu, kiedy tak naprawdę znaleźliśmy się na zakręcie i wielu obawiało się, że może to być koniec ekstraklasowej Wisły. Sytuacja organizacyjna klubu, która nie dawała spokoju trenerom, nam – zawodnikom i wszystkim kibicom, była głównym powodem słabych wyników, które osiągaliśmy w tym czasie. W dalszej części sezonu, sytuacja się unormowała. Nastąpiło przejęcie Wisły przez Towarzystwo Sportowe. Wydaje mi się, że od tego czasu zrobiliśmy dużo, żeby ta sytuacja drużyny w ligowej tabeli była lepsza. Oczywiście nie wszystko się udało, ale jestem przekonany, że po siedmiu porażkach, wejść do pierwszej ósemki to duża rzecz. Oczywiście końcówka, a tak naprawdę ten jeden mecz z Ruchem zaważył na tym, że nie jesteśmy w tej pierwszej ósemce na koniec rundy, ale wierzę w to, że wszystko da się nadrobić.

Jak oceni Pan zmianę w klubie pod względem organizacyjnym, po zamieszaniu do jakiego doszło latem?

Myślę, że w tej chwili sytuacja jest nad wyraz dobra. Sprawy organizacyjne są dopinane przez klub. My możemy w pełni skupiać się na trenowaniu.

Z perspektywy szatni, decyzja trenera Wdowczyka o odejściu miała duży wpływ na postawę zespołu w końcówce rundy?

Myślę, że wyniki, które osiągaliśmy wskazują na to, że zarówno my, jak i trener Sobolewski daliśmy sobie radę. Na pewno nie spodziewaliśmy się takiej decyzji. Nikt z nas nie wierzył, że to może się stać w tym momencie. Było to spore zaskoczenie, ale wydaje się, że  Radek Sobolewski, z trenerem Kmiecikiem, szybko opanowali sytuację. Pewnie dlatego, że byli w zespole, wiedzieli co od siebie chcą dać drużynie i na czym mają się skupić. Choć nie była to na pewno dla nich łatwa sytuacja.

Nie miał Pan okazji dotąd pracować z trenerem z Hiszpanii. Jak Pan oceni pierwsze tygodnie współpracy z Panem Ramirezem? Jest coś nowego w jego metodach szkoleniowych, z czym do tej pory się Pan nie spotkał?

Są dwie rzeczy nad którymi pracujemy w tej chwili. Trudno powiedzieć czy się spotkałem z nimi do tej pory. Pewnie tak, ale może na innych etapach przygotowań. My zaczęliśmy przygotowania mocno pod względem fizycznym. Nie robiliśmy biegów tlenowych, tylko od razu przeszliśmy do interwałów. To jest zmiana w stosunku do poprzednich lat, kiedy to wprowadzenie trwało trochę dłużej. Tutaj praktycznie od razu zaczęliśmy „z wysokiego C” i trzymamy to do tej pory. Sam jestem ciekaw jak dalej wyglądała będzie praca na obozie. Druga sprawa to na pewno duży nacisk na organizację gry, na grę drużyny w defensywie. Trener zwrócił uwagę na początku, że główny problem to duża ilość straconych bramek. Winą za taką sytuację obarczał całą drużynę. Więc w tej chwili mocno nad tym pracujemy, nad każdą fazą bronienia i mam nadzieję, że poprawa będzie w tym najważniejszym momencie, czyli 11-tego lutego widoczna.

Czyli popiera Pan zmiany jakie wprowadza trener Ramirez w elementach gry defensywnej?

Ja po prostu muszę wykonywać to czego oczekuje ode mnie trener i chyba każdy zawodnik musi w ten sposób podchodzić do swoich zadań. Zarówno ja, jak i cała drużyna zdawaliśmy sobie sprawę, że rzeczywiście liczba bramek traconych jest zbyt wysoka. Jeśli chcemy to zmienić, to musimy znaleźć na to sposób i zrobić coś, żeby tą grę w obronie poprawić. Trener ma pomysł i pracujemy nad tym.

Jeśli to jeszcze nie za wcześnie to, do jakiego polskiego trenera porównałby Pan warsztat Kiko Ramireza?

Trudno porównywać. Wydaje mi się, że chyba nie powinienem się nawet tym zajmować. Zawodnik nie powinien wypowiadać się na temat pracy trenera. Na pewno mogę powiedzieć, że trener wie czego chce. Jest osobą przygotowaną do zawodu i mam nadzieję, że efekty tego będą widoczne już niedługo.

 

Kilku nowych zawodników dołączyło do klubu. W Pana przypadku najważniejszy wydaje się Ivan Gonzalez. Jak po kilku treningach opisze Pan tego gracza? Czy ma szansę na nawiązanie poziomem gry do najlepszych stoperów, z którymi grał Pan do tej pory?

Wydaje mi się, że to naprawdę dobry zawodnik, o sporej jakości, dobrych warunkach fizycznych. Oczywiście, żeby grać dobrze z kimś trzeba się zgrywać, czy to ja będę grał z Ivanem w parze, czy Alan, Piotrek czy Maciek, są różne konfiguracje. Ta pozycja wymaga zgrania, wymaga docierania się, wymaga tego żeby w pewnych okolicznościach, czyli meczach sparingowych popełnić jakieś błędy, żeby dojść do dobrego poziomu współpracy między stoperami. Ale jeśli mówimy o jednostce, to jest to naprawdę wartościowy zawodnik.

 

Czy Pana zdaniem piłkarze BG mają świadomość, że poprawa kwestii organizacyjno-finansowej klubu zależy głównie od nich? Dobry wynik sportowy generuje wyższą frekwencję, większe zainteresowanie mediów, potencjalnych sponsorów.

Uważam, że każdy zdaje sobie sprawę z sytuacji w jakiej znalazł się klub. Jestem przekonany, że każdy zawodnik robi wszystko, żeby przygotować się jak najlepiej do sezonu. Dla mnie to jest najważniejsze. A sprawy pozasportowe, jak np. frekwencja, dla mnie jako zawodnika to sprawy drugorzędne. Oczywiście, chciałbym wygrać każdy mecz, chciałbym wygrać każdy pojedynek, chciałbym zawsze być najlepszy, ale nie zawsze się to udaje. Są różne okoliczności, które sprawiają, że drużyna gra lepiej czy gorzej. Czego mięliśmy przykład w ostatniej rundzie. Nie zawsze wszystko jest winą zawodników i drużyny. Ja jestem przekonany i wiem, że każdy robi co w jego mocy żeby znaleźć się w pierwszej ósemce na koniec sezonu zasadniczego, żeby walczyć o wysokie cele. Jak będzie to wyglądało na koniec sezonu, czas pokaże.

Jak Pan oceni atmosferę w obecnej szatni Wisły? Zawodnicy trzymają się ze sobą poza klubem?

Szczerze powiedziawszy spotykamy się w momentach kiedy kończą się rundy, kiedy kończy się sezon. Oczywiście spędzamy też czas w swoim towarzystwie poza klubem. Myślę, że nie ma potrzeby żebym zagłębiał się w szczegóły.

 

Teraz kilka pytań o przyszłość. W tym kontekście pierwsze co ciśnie się na usta, to oczywiście – czy w przyszłym sezonie będziemy mieli okazje oglądać Arkadiusza Głowackiego biegającego po murawie? Jak Pan się czuje fizycznie, bo piłkarsko nikt nie ma wątpliwości, że będzie Pan bardzo potrzebny.

W piłce, a zwłaszcza w tym wieku nigdy nic nie wiadomo. Sytuacja zmienia się z tygodnia na tydzień i trudno powiedzieć co będzie po przyjeździe z obozu, jak sytuacja będzie się rozwijała w trakcie sezonu. Myślę, że nie mam gotowej odpowiedzi na to pytanie. Wspominałem wcześniej, że chciałbym cieszyć się każdym dniem i treningiem, czy też meczem, to będzie dla mnie duża sprawa. Ale ważne jest też dla mnie to, żeby kiedy dostanę już szansę gry, być jak najlepiej przygotowanym, żeby nie dać plamy i żeby w pewnych okolicznościach pomagać drużynie, bo to jest dla mnie najważniejsze. Nie chcę usprawiedliwiać się wiekiem, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Muszę chcieć być ciągle lepszy od kolegów z drużyny, od przeciwników. To mnie napędza i tak chciałbym podchodzić do ostatnich moich chwil na boisku.

 

Powrót do Europejskich Pucharów realny już po tym sezonie? Czy ewentualna możliwość walki w eliminacjach o powrót na Europejskie salony, może mieć wpływ na Pańską decyzję w sprawie przedłużenia kariery?

Tak jak wspominałem, nie myślę w tych kategoriach, nie podchodzę do tego w ten sposób. Póki będę wiedział, że daję radę, a klub będzie wyrażał chęć, żebym pozostał to będzie dobrze i większej zachęty nie potrzebuję. Co do pucharów wydaje mi się, że czasami jest tak, że wszyscy rozbudzamy pewne oczekiwania wobec drużyny, obiecujemy pewne rzeczy kibicom. Tak naprawdę każdy z nas wie, że nie można przewidzieć pewnych rzeczy i można obiecać czy mistrzostwo, czy grę w europejskich pucharach, ale tak naprawdę jest to sprawa niewiadoma. Bardzo nie lubię składać takich deklaracji, że uda nam się osiągnąć pewien cel, że uda nam się na sto procent awansować do ósemki. Dla mnie przyszłość to jedna wielka niewiadoma, jest wiele pytań, odpowiedzi poznamy w trakcie sezonu. Jest nowy trener, przyjdą nowi ludzie, trzeba to wszystko dobrze zgrać, dobrze poukładać, wprowadzić pewną wizję która będzie dobrze funkcjonowała w tym klubie. Oczywiście jest moim marzeniem, żeby najpierw zakwalifikować się do ósemki, a później grać o najwyższe cele. Pragnę zauważyć, że sześć drużyn, które zajmują miejsca 1-6, na 90% w tej ósemce już będzie. Tak naprawdę o dwa miejsca będzie walczyło dziesięć drużyn. Jak tak spojrzy się na ten problem, to skala trudności jest trochę większa.

Ma Pan już jakieś plany co dalej, jak już przyjdzie Panu odwiesić buty na kołek? Wiąże Pan przyszłość z ukończonym niedawno kursem trenerskim?

Pewne sprawy powoli się już toczą. Oczywiście chciałbym grać wiecznie, ale to jest niemożliwe. Muszę i chcę organizować sobie jakoś przyszłość. Na pewno będzie to przyszłość związana z piłką nożną.


Czy widzi Pan wśród obecnej młodzieży, zawodnika który w przyszłości będzie w stanie godnie Pana zastąpić?

Pewnie, że tak. Każdy jeden z chłopaków, którzy są w tej kadrze ma duże możliwości, żeby tak się stało. Ale zawsze powtarzam, że same możliwości to nie jest wszystko. Są pewne cechy charakteru, determinacja, cel który się określa. Oczywiście też pewna doza szczęścia, która musi być obecna. Mądry agent. Często młodzi chłopcy muszą czerpać z rad ludzi bardziej doświadczonych. Każdy z nich ma szanse, ale nie każdy będzie potrafił ją wykorzystać.

Co doradziłby Pan młodym zawodnikom, którzy w przyszłości chcieliby stać się tak wielkimi piłkarzami jak Pan?

Bez przesady z tym wielkim. Trzeba mieć cel i determinację i bezwzględnie do tych rzeczy dążyć. Potknięcia i upadki mogą się zdarzyć, ale cel i determinacja mogą doprowadzić tam gdzie są marzenia.

 

Na koniec trochę wspomnień. W ciągu Pańskiego pobytu w Krakowie miał Pan okazję występować w parze z kilkoma świetnymi stoperami. Współpracę z którym wspomina Pan najlepiej?

Generalnie z każdym z tych zawodników grało się dobrze. Czy to był Marcelo, Cleber, Tomek Kłos, Mariusz Jop, czy wcześniej Kazek Węgrzyn, albo ostatnio Rysiek Guzmics. O każdym z nich mogę ciepło mówić. Zawsze udawało mi się dogadywać z nimi na boisku, nigdy nie było z tym problemów. Zawsze mówię, że para stoperów to jest tak naprawdę jeden organizm i tak to powinno funkcjonować. Wydaje mi się, że w większości momentów z tymi wymienionymi zawodnikami tak właśnie było.

 

Był Pan uczestnikiem wielu sukcesów klubu. Który był dla Pana najważniejszy i przysporzył najwięcej radości? Któreś z wielu Mistrzostw było dla Pana szczególne? Może przygoda z Pucharem UEFA w sezonie 2002/03, lub wyjątkowe triumfy z Saragossą, bądź Interem? A może jakieś inne wydarzenie?

Każdy z tych sukcesów dawał oczywiście dużo radości. Ale wtedy kiedy wchodziło się do drużyny i było się na początku kariery, myślę że nie do końca doceniało się tego co wtedy robiliśmy, przecież całe życie i cała kariera przed nami, takich momentów na pewno będzie dużo więcej. Każdy tak sobie to wyobrażał, ja tak sobie to wyobrażałem. Później bywało różnie, bywały upadki. Dopiero po latach będzie można docenić pewne osiągnięcia. Chyba najlepiej zapamiętam mecz rewanżowy z Interem Mediolan, wygrany 1:0, chociaż dwumecz przegrany. Były spore szanse, żeby doprowadzić do dogrywki. W tym meczu rzeczywiście byłem z siebie zadowolony.

 

Niestety oprócz tych pięknych chwil zdarzyło się też kilka przykrych momentów. Z którym wiąże się największy żal? Lazio? Panathinaikos? Strata Mistrzostwa w 93 min. derbów? Kompromitacje z Valerengą, Dinemem Tibilisi czy Levadią? Czy może coś jeszcze innego zapadło Panu w pamięci?

Kiedyś powiedzieliśmy, że każdy ma swoją Levadię. Wtedy nikt się tego nie spodziewał, ale rzeczywiście byliśmy w takim trudnym momencie. Pamiętam, że Wojtek Łobodziński grał na prawej obronie w pierwszym meczu. Mięliśmy problemy kadrowe, średnio wyglądaliśmy fizycznie. Tu nie ma się co usprawiedliwiać, nie powinniśmy tego dwumeczu przegrać i to był chyba najtrudniejszy moment. Chociaż tych trudnych momentów też było trochę. Panathinaikos, pamiętam kiedy nie uznano nam bramki Marka Penksy, później straciliśmy bramkę, graliśmy w dziesiątkę, straciliśmy szansę. To były te dwa momenty kiedy nie chciało się rano wstawać.

Czy nie żałuje Pan, że nie wyjechał za granicę wcześniej? Miał Pan doskonałe warunki, żeby zrobić niezłą karierę na zachodzie.

Myślę, że nie poukładały się pewne rzeczy, a w zasadzie nie poukładało się moje zdrowie. Był to taki okres kiedy z jednej kontuzji wpadałem w drugą, potem kolejną, więc ciężko w takim momencie o dobrą dyspozycję. Nie mówię, że na pewno było by inaczej gdybym był zdrowy, bo może niemiałbym szans na wyjazd. Jednak wydaje mi się, że jeśli się gra, jest się w rytmie meczowym, w rytmie treningowym, jest zdecydowanie łatwiej pokazać pełnię swoich możliwości. Ja miałem o tyle trudniej, że zawsze musiałem dochodzić do siebie po kontuzjach. W takim czasie, w takim momencie, w takich warunkach ciężko osiągnąć wysoki poziom.

Jak w kilku zdaniach opisze Pan przygodę z Trabzonem?

Świetna przygoda! Zagrałem w Lidze Mistrzów. W pierwszym sezonie trafiłem do wielkiej drużyny. Graliśmy bardzo dobry futbol, było tam wielu znakomitych piłkarzy, późniejszych reprezentantów Turcji. Bardzo dobrze wspominam tamten czas. Drugi sezon już nie był taki udany, ale graliśmy w Lidze Mistrzów, co dawało wiele radości. Nie będę ukrywał, że są to wyjątkowe, specjalne mecze. Zajęliśmy w lidze trzecie miejsce, ale w Lidze Mistrzów to również była trzecia lokata, wygraliśmy jeden mecz, więc było ok.

Po powrocie z Turcji poważniejsze kontuzje na szczęście omijają Pana szerokim łukiem. Co się zmieniło, Pańskie nastawienie? Nowe metody treningu przygotowania fizycznego?

Po prostu praca indywidualna nad sobą. Więcej profilaktyki, prewencji. Pewnie bardzo często, albo nawet najczęściej bardzo mądre podejście trenerów do mojej osoby. Zindywidualizowane zajęcia. Nigdy nie było problemów żeby móc pójść do trenera i powiedzieć, że dziś będę chciał popracować sam, albo z trenerem przygotowania fizycznego nad pewnymi aspektami. To sobie zawsze bardzo ceniłem i dzięki temu też pewnie do tej pory mogę występować w Wiśle.

Pod Wawelem często dochodziło do roszad na stanowisku trenera, który z nich miał największy wpływ na Pana i Pańską karierę?

Było naprawdę wielu trenerów, boję się, że któregoś bym nie wymienił. Był Orest Lenczyk, Franciszek Smuda. To był pierwszy okres, kiedy byłem młody, on przyszedł tutaj i naprawdę dokręcił mi śrubę, że zacząłem dobrze grać w piłkę. Orest Lenczyk zmienił moje podejście do treningu, być może trochę za późno zacząłem wykorzystywać pewne jego sugestie i w pewnym momencie pojawiły się problemy. U Maćka Skorży, też piękne czasy, kiedy trener przywiązywał dużą wagę do organizacji gry, do gry obronnej, wprowadził ciekawe ustawienie drużyny, każdy wiedział co ma robić i to przynosiło efekty. Potem Kaziu Moskal, który wydaje mi się najlepiej pasuje do Wisły, do tej Krakowskiej piłki, czuje ten klimat. Wydaje mi się, że nie dostał on do końca szansy i nie został doceniony za to co zrobił. Był jeszcze Pan Kasperczak, zupełnie inna jakość prowadzenia treningów, nacisk na grę w ataku pozycyjnym, zmiana ciężaru gry, gra skrzydłami. Każdy z tych trenerów miał swoje pomysły na Wisłę i w większości przypadków w tych latach odnosiliśmy sukcesy. Każdy miał inny pomysł, ale cel czyli mistrzostwo, czy europejskie puchary udawało się osiągnąć.

Uważa Pan, że postąpił słusznie odmawiając trenerowi Nawałce, kiedy zaproponował Panu powrót do kadry? Miał Pan okazję być częścią drużyny, która osiągnęła historyczny sukces w skali ostatnich lat.

Myślę, że to była rozsądna decyzja i jak życie pokazało bardzo słuszna. W Mistrzostwach i eliminacjach wystąpili zawodnicy, którzy zaprezentowali się godnie. Nie mam do siebie i swojej decyzji zastrzeżeń.

 

 Z kapitanem Wisły rozmawiał NORF.

 

 

 



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara