Polecamy

Wywiad z Tomaszem Cywką - Objawieniem początku rundy!

Dodano: 2017-03-10 20:13:56 (aktualizacja: 2017-03-11 23:12:16)
Norf / wislalive.pl

Tomasz Cywka w końcu znalazł swoją pozycję i niespodziewanie dziś stanowi o sile defensywy BG!

Kiedy z klubu odchodził Boban Jović, czy przeszło Panu przez myśl, że to właśnie Pan będzie jego następcą?

Nie, w ogóle. Nie przyszło mi to do głowy. Nie pomyślałem o takiej opcji, że to ja będę brany pod uwagę na prawą obronę. Zaczynałem w środku. Po tygodniu, dwóch, miałem rozmowę z trenerem. Powiedział, że chciałby mnie tam spróbować i tak naprawdę tak to się zaczęło wszystko. Ja też dałem sygnał, że jestem gotowy do gry na tej pozycji.

Od pierwszego sparingu trener stawiał na Pana właśnie na pozycji prawego obrońcy. W którym momencie poczuł Pan, że będzie pierwszym wyborem również na ligę?

Pewność z każdym sparingiem rosła. Pierwszym sygnałem była właśnie rozmowa z trenerem, który powiedział, że chciałby mnie spróbować. Wiadomo, po jednym, drugim sparingu, były kolejne, gdzie trener powiedział, że mu się to wszystko w miarę podoba i na pewno będzie jeszcze lepiej. Także to może był taki sygnał, że wierzyłem. Ale wiadomo, wszystko ciągle było zależne ode mnie i od tego jak będę grał. W kolejnych sparingach to wyglądało całkiem fajnie, więc ta pewność, że mogę też w lidze tak grać, rosła.

 

Pierwsze Pana podejście do gry na tej pozycji nie było tak udane. Co się zmieniło, że teraz idzie Panu tak dobrze?

Może też to, że bardzo dużo grałem na prawej pomocy choćby w Anglii, więc tutaj jest trochę podobna pozycja. Wiadomo, jest trochę większy nacisk na grę defensywną, w pomocy jest to bardziej rozłożone. Także tutaj jest po prostu trochę więcej koncentracji na defensywie, także ustawieniu, to już jest ostatnia linia, tutaj trzeba się wystrzegać błędów. Teraz bardzo się na tym skupiam. Praca na treningach. Dużo pracujemy na treningach. To bardzo pomogło. Do tego rozegrane sparingi, w dużym wymiarze czasowym. Wiadomo, że czas spędzony na boisku to najlepszy trening.

Przed erą Kiko Ramireza bardzo dobrze prezentował się Pan w przygotowaniach, w grach kontrolnych. W meczach o stawkę potencjał nie był pokazywany. Na czym polega przemiana, jaką widzimy na początku rundy?

Przede wszystkim minuty na boisku. Widziałem, że trener we mnie wierzy. Ja także to odczuwałem i widziałem, że chce na mnie stawiać, więc z mojej strony chciałem się odwdzięczyć trenerowi i pokazać, że rzeczywiście dobrze robi. Także tu zamiast grać po pół godziny, po 45 minut, rozgrywałem praktycznie całe sparingi po 90 minut, a tak jak mówię, nie ma nic lepszego niż to czucie meczowe. To było ważne. Także taka stabilizacja. Jak się gra po kilka meczów z rzędu, to ta pewność rośnie, to jest naturalne i myślę, że większość zawodników tak ma. A nie, że zagram mecz, dwa i do domu i później ławka rezerwowych, potem znowu mecz. To miało na pewno duży wpływ.

Gra w obronie była sporym problemem poprzednich trenerów. Co zmienił trener Ramirez, że w tej chwili tak dobrze to funkcjonuje?

Pracujemy dużo nad taktyką na treningach. Mamy też dużo odpraw taktycznych i widać, że to zdecydowanie pomaga. Później wychodzimy na boisko i naprawdę każdy wie co ma robić w jakim momencie na boisku, w jakiej sytuacji. Naprawdę to solidnie wygląda.

Mimo tego zdarzają się Wam jeszcze błędy. Analizował Pan bramkę straconą we Wrocławiu? Nie uważa Pan, że to Pan, Hugo Videmont, czy Krzysiek Mączyński, mogliście tę akcję przerwać znacznie wcześniej?

W tej sytuacji to jest tylko i wyłącznie komunikacja. Wystarczyło krzyknąć. Ja mogłem krzyknąć, Krzysiu mógł, może Hugo. Może jeden zawodnik myślał, że drugi to przerwie, drugi że kolejny. Tak jak mówię, wystarczył jeden okrzyk i to by inaczej wyglądało. Też jesteśmy tego świadomi i o tym mówimy. Myślę, że ta komunikacja jest coraz lepsza.

Czy w meczu z Piastem, przy straconym golu i błędzie Ivana Gonzaleza, nie czuł Pan, że jako prawy obrońca, powinien Pan być bliżej stoperów?

Tu wszyscy mogliśmy być lepiej ustawieni. Jak jeden zawodnik nie pójdzie, to kolejny i kolejny nie idzie i robi się taka reakcja łańcuchowa. Na pewno mimo wszystko jakbym był bliżej Arka, to możliwe, że byłbym na dobrej pozycji, żeby ten strzał zablokować. Oczywiście o tym też mówiliśmy na odprawie, bo trzeba wyciągać takie błędy, żeby się nie powtarzały w przyszłości.

Ma Pan wiele walorów jako piłkarz. Trudno Panu odebrać piłkę. Mocno trzyma się Pan na nogach. Ma Pan zmysł do gry kombinacyjnej. Co Pan odczuwał, gdy przez tyle czasu nie mógł Pan ich w pełni zademonstrować na R22?

Na pewno sportową złość. Tak jak pan mówi. Wiem, że potrafię grać w piłkę, to się nigdy nie zmieniło. Ale jeżeli się dostaje tyle minut na boisku, to wiadomo, jest trochę tej złości sportowej. To co mogłem robić, to pracować na treningach i czekać na swoją szansę. Trochę to trwało, ale mam nadzieję, że w końcu przyszła.

Patrząc na Pana w 85 min. sprawia Pan wrażenie, że mógłby zagrać jeszcze jeden mecz. Wydolnością zawsze górował Pan nad kolegami z drużyny?

Nigdy nie miałem z tym problemów, ale też dużo nad tym pracowałem. Jeszcze jak byłem młody, to dużo dodatkowo pracowałem nad kondycją i nad techniką. Próbowałem poprawiać wszystkie niedoskonałości i niedociągnięcia i tak mi zostało do teraz. Myślę, że to wszystko wychodzi właśnie z treningów.

Często zapuszcza się Pan pod pole karne rywali. Wiele razy wdaje się Pan w dryblingi, które nieraz kończą się stratą. Jak reaguje na to trener? Pochwala odważną grę, czy raczej upomina w związku z tym, że nie jest to Pana nominalna pozycja i pewne automatyzmy, jak np. odbudowanie pozycji, mogą nie zadziałać prawidłowo?

To wszystko zależy od pozycji na boisku. Jeśli ja jestem gdzieś bardzo wysoko, w okolicy pola karnego, myślę, że tam można próbować jakiegoś dryblingu. To jest strefa ofensywna i czasami można dzięki temu zrobić przewagę. Wiadomo, że sto procent dryblingów, akcji kombinacyjnych nie będzie wychodzić. Z drugiej strony jeżeli jestem na naszej połowie, czy w środkowej strefie to wiadomo, że jest większe ryzyko, nadziania się na kontrę, więc tam szczególnie my obrońcy powinniśmy podejmować mniej ryzyka. Wszystko zależy od tego, żeby zrobić to w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu na boisku. Wtedy nie ma problemu u trenera. A wiadomo, jak się straci piłkę, trzeba pochylić głowę w dół i szybko tak jak pan powiedział odbudować swoją pozycję w defensywie.

U trenera Wdowczyka zdarzyło się Panu grać nawet na stoperze. Gdzie leży granica możliwości Tomasza Cywki? Jest pozycja, na której nie potrafiłby Pan zagrać?

Chyba jeszcze bramkarza tylko brakuje. Myślę, że taka uniwersalność też jest dobra. Grałem w środku pomocy, na boku, grałem też ofensywnych pomocników, cofniętego napastnika.

Myśli Pan, że sprawdziłby się w roli snajpera? W Anglii trochę bramek Pan strzelił.

Trzeba trochę potrenować i pograć na tej pozycji. Bramki strzelałem będąc ofensywnym pomocnikiem czy skrzydłowym, były sytuacje, przy polu karnym, czy w polu karnym, w których można było strzelać. Stąd te bramki. Myślę, że jak coś to bardziej widzę się w roli pomocnika.

W meczu z byłymi gwiazdami Wisły zdobył Pan piękną bramkę. Dlaczego w meczach o stawkę tak rzadko decyduje się Pan na uderzenia z dystansu?

Wszystko zależy od sytuacji na boisku. Teraz też mam ogromne utrudnienie, biorąc pod uwagę pozycję na boisku. Potrzebna jest odpowiednia sytuacja, decyzja, może mogłem strzelić, a wybierałem inną opcję. Są sytuacje meczowe, gdy podejmuje się taką, albo inną decyzję i albo wychodzi fajny strzał i bramka, albo coś innego.

Patryk Małecki i Rafał Boguski są obecnie w takiej formie, że wygranie z nimi rywalizacji o miejsce w składzie wydaje się niemożliwe. Swego rodzaju wakat w obronie to dar od losu, który potrafił Pan idealnie wykorzystać. Czy Pan też tak to odbiera?

Nie zastanawiałem się nad tym w ten sposób. Wróciliśmy po przerwie do treningów. Nowy trener. Niektórzy dostali nowe zadania na boisku. Po rozmowie z trenerem przypadła mi ta opcja na boku obrony i tak zostało. Kiedy przychodziłem na pierwszy trening, brałem pod uwagę siebie na pozycji bocznego pomocnika. Nie myślałem tego nie będę mógł wygryźć, czy tamtego nie będę mógł wygryźć. Wiadomo, był cały okres przygotowawczy, żeby się pokazać. A że wyszło jak wyszło, to myślę, że mogę się tylko cieszyć, bo jestem w składzie, gram na boisku i wygrywamy mecze i to jest najważniejsze.

Jaki jest problem Kuby Bartkowskiego? Dobra forma Tomasza Cywki, czy słaba Kuby Bartkowskiego?

Na pewno nie ma opcji, że jest jakaś niedyspozycja. Przyszedł do nas, trenuje cały czas, dobrze się pokazuje. Tu nie ma żadnych zastrzeżeń. To pewnie bardziej pytanie do trenera. Z mojej strony mogę powiedzieć, że super pracuje. Kto wychodzi na boisko to jest decyzja trenera. Każdy walczy o swoją pozycję. Tak samo Kuba wychodzi na trening i robi wszystko najlepiej jak może, tak samo i ja.

To chyba nienajlepszy moment na mecz z Legią? Odpadli już z pucharów, mogą w stu procentach skupić się na lidze. W dodatku, w ubiegłym tygodniu, w końcu zagrali dobre zawody na naszym podwórku. Jak Pan sądzi?

Z jednej strony tak, z drugiej zawsze mieli duży skład. Tam zawsze było dużo rotowań, więc zawsze jacyś nowi, świezi zawodnicy wchodzili na mecze ligowe, czy na Ligę Mistrzów. Ale myślę, że nie ma co się zbytnio na tym koncentrować. My też jesteśmy po wygranych meczach. Wszystko wygląda coraz lepiej. Myślę, że warto z tej strony na to patrzeć.

Czy Przygotowuje się Pan indywidualnie do meczów, analizując bezpośredniego rywala z jakim przyjdzie się Panu zmierzyć? W niedzielę będzie to najprawdopodobniej Radović, chyba najgroźniejszy zawodnik Legii. Ma Pan opracowany jakiś sposób na Serba?

Oczywiście mięliśmy odprawy dotyczące całego zespołu i indywidualne pod poszczególnych zawodników Legii. Także oglądając mecze wiemy bardzo dobrze co każdy zawodnik, szczególnie z ofensywnej linii Legii lubi robić i jesteśmy też pod tym względem przygotowani.

Wierzy Pan w prawo serii? Łatwiej będzie osiągnąć korzystny rezultat w Warszawie, skoro w końcu wygraliście wyjazdowe spotkanie?

Wierzę, że jesteśmy w dobrej formie i że możemy wygrać z każdym. To jest taka liga. Pokazują to inne mecze, nasze mecze, że naprawdę każdy może wygrać z każdym. Jeśli dobrze wejdziemy w mecz, będziemy robić wszystkie nasze założenia taktyczne, to na pewno będzie dobrze.

Czy sponsor, który w końcu pojawi się na Waszych koszulkach może dać dodatkowy pozytywny impuls w starciu z mistrzami Polski?

Jak już wychodzimy na boisko, to nie myślimy o tym czy mamy sponsora czy nie, jaka jest sytuacja poza sportowa. Jak wychodzimy na boisko to gramy jak najlepiej i jesteśmy skoncentrowani, obojętnie co się dzieje poza murawą.

Europejskie puchary możliwe już po tym sezonie?

Najpierw musimy być w ósemce. Jak już będziemy, to później będziemy o tym myśleć. Musimy działać krok po kroku. Nie możemy myśleć o europejskich pucharach, jeżeli nie mamy stu procent pewności, że jesteśmy w ósemce. Oczywiście wszystko jest do zrobienia.

Przez 4 lata, na początku gry w Anglii, był Pan zawodnikiem Wigan. Jak blisko debiutu w Premiership Pan był? Czego zabrakło?

Czułem, że byłem blisko naprawdę kilka dobrych razy. Byłem na ławce rezerwowych w kilkudziesięciu meczach. Miałem też jedną rozmowę, jak trenerem był Steve Bruce. Spotkaliśmy się na początku tygodnia i powiedział, że za tydzień w weekend zacznę mecz w pierwszym składzie. Mięliśmy jeszcze mecz rezerw w tygodniu, ustaliliśmy że tam zagram ok. 60 minut, żeby pozostać w rytmie. Wtedy przydarzyła mi się chyba jedyna moja kontuzja jaką miałem w Anglii i to mnie wykluczyło. To tym bardziej bolało, że wiedziałem, że w końcu ten debiut, jeszcze w pierwszym składzie, ma przyjść, ale niestety tak się nie stało.

Trenerem Wigan był wtedy m.in. Roberto Martinez. Czy jest coś w czym warsztat, czy metody treningowe Kiko Ramireza przypominają te bardziej utytułowanego rodaka?

Tak, bardzo podobne metody. Duży nacisk na taktykę. Wiele mamy też gier, małych, dużych na treningach. Bardzo podobny okres przygotowawczy. Dużo zajęć z piłką. Nawet jeżeli były jakieś bardziej fizyczne, czy biegowe, trener stara się do tego wpleść piłkę, żeby nie był to taki czysto biegowy trening. Na pewno dużo jest dużo podobieństw.

Czego nauczyła Pana przygoda w Anglii? Co najbardziej przydaje się grając w Ekstraklasie?

Jest tego mnóstwo. Od zachowań czysto piłkarskich, od tempa gry, od intensywności, od tego jak się trenuje każdego dnia, bo naprawdę tam treningi są na bardzo, bardzo wysokiej intensywności, każdego dnia, praktycznie przez cały tydzień, może nie licząc ostatniego dnia. Tego też jak się zachowywać na boisku. Podejścia, pokory. Jest tego bardzo dużo i to też zostanie ze mną zawsze.

Poziom Ekstraklasy chyba nie jest tak niski, jak się go nieraz przedstawia, skoro zawodnik, który rozegrał całkiem sporo meczów na zapleczu Premier League, przez 1,5 roku nie był w stanie wywalczyć sobie na dłużej miejsca w składzie polskiego średniaka? Jak porówna Pan te dwie ligi?

To był taki mój przypadek. Z drugiej strony Radek Majewski wrócił z tej samej ligi i grał od razu. Myślę, że wszystko zależy od danej sytuacji i danego zawodnika. Mi to zajęło trochę dłużej, Radkowi zajęło szybciej. Też na pewno w jakimś stopniu te treningi są podobne, choć z drugiej strony różne. Ciężko porównać poziom sportowy. Na pewno czołówka Championship spokojnie mogła by walczyć o mistrza Polski.

Bierze Pan pod uwagę ponowny wyjazd za granicę? Jest Pan w kwiecie piłkarskiego wieku, jednak niedługo może być za późno na obranie kierunku – zachód.

Na razie jest tylko i wyłącznie Wisła. Nie ma żadnych myśli o jakiś transferach i odejściu za granicę.

Z obrońcą BG rozmawiał Norf



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara