Sylwetka

Kew Jaliens: Moją siłą zawsze była mentalność

Dodano: 2013-04-18 21:38:27 (aktualizacja: 2013-04-19 19:17:24)
(MARCIN) / WislaLive.pl
Kew Jaliens w czasie potyczki z Górnikiem Zabrze

Mógł być saksofonistą, lecz wolał zostać piłkarzem. Wiara w Boga jest dla niego sposobem na życie. Uważa się za osobę bardzo tolerancyjną oraz za piłkarza zawsze służącego drużynie. Zapraszamy do lektury wywiadu z Kew Jaliensem.

Kew, masz teraz 35 lat i w przeciągu dwóch miesięcy Twój kontrakt z Wisłą zostanie rozwiązany. Czy czujesz, że to jest jakiś istotny moment w Twojej karierze?

(śmiech) Jeśli chodzi o mnie, to nieszczególnie, bo jestem wciąż w dobrej kondycji i jestem w stanie nadal być częścią drużyny piłkarskiej. Więc w moim odczuciu nie, ale musimy zobaczyć, co się wydarzy.

No właśnie, więc co może się wydarzyć? Czy masz w planach nadal pozostać czynnym zawodnikiem, co masz zamiar robić w lipcu?

Wiem od mojego agenta, że jest już pewne zainteresowanie, więc po sezonie porozmawiam z nim i zobaczymy jak to się wszystko ułoży, w którą stronę będzie to wszystko zmierzać. Jeśli będzie to oferta dla mnie interesująca, to chciałbym kontynuować grę w piłkę. Ale jeśli nie, to planuję założyć fundację dla osieroconych dzieci.  Wspólnie z moją żoną zawsze mieliśmy dużo pasji i zamiłowani do dzieci i zajmowania się nimi. Ona także dużo pracuje z młodymi dziećmi i to jest coś, do czego mamy serce i oboje się temu poświęcamy.   

A może założysz tę wspomnianą kiedyś akademię futbolu dla dzieci?

Tak, pewnie też, ale jako coś uzupełniającego do fundacji, bo w jakimś stopniu może się to wiązać ze sobą. Dla mnie futbol był zawsze pasją i jest to najłatwiejsza rzecz, jaką mógłbym robić. Idąc dalej w kierunku futbolu, mógłbym go w przyszłości połączyć z działalnością charytatywną.

Co będzie elementem decydującym przy wyborze, którejś z opcji?

Na pewno będzie to musiało być dobre rozwiązanie również dla mojej rodziny, dobre dla moich dorastających dzieci. Muszę brać pod uwagę miejsce, w którym będzie międzynarodowa szkoła, gdzie można się uczyć angielskiego lub jakiegoś innego języka. Musi to być dobre miejsce także dla mojej żony. Bycie piłkarzem dla zawodnika jest proste. Jest drużyna, trening, mecz. Każdego dnia jest coś do zrobienia, ale dla rodziny to inna historia. Chcę, żeby oni byli szczęśliwi. Jeśli to się uda, ja też będę szczęśliwy.

Na początku swojego kontraktu z Wisłą powiedziałeś, że to będzie dla Ciebie świetna przygoda. Czy nie była ona jednak taka słodko-gorzka? Były wzloty, ale nie szczędzono Cię także w obliczu upadków?

No tak, na pewno, ale to jest też część życia. W życiu także ma się wzloty i upadki, ale ogólnie dla mnie, to był bardzo dobry krok, także dla mojej rodziny. Mnie nie chodzi tylko o piłkę, ale także o życie. Byłem tu dwa lata i rozwinąłem się także, jako człowiek.  Blisko mojej rodziny, dzieci więc jestem zadowolony z tego kroku.

Powiedziałeś kiedyś, że nie grasz dla trenera, ale za czasów Twojego pobytu w Wiśle miałeś okazje współpracować aż z trzema.  Za którego kadencji, grało Ci się najlepiej?

Teraz jest trochę inaczej. Kiedy trenerem był Maaskant, wszystko dobrze się układało, wygraliśmy mistrzostwo i w takich sytuacjach atmosfera zawsze jest dobra. Teraz z nowym trenerem musimy niejako walczyć ponownie o tę pozytywną atmosferę, bo nie jesteśmy tak dobrzy, jak chcielibyśmy być. Musimy trzymać się razem i przezwyciężyć to. Uważam jednak, że jako drużyna w tym roku, rozwinęliśmy się najbardziej, walcząc, podnosząc się, by coś zdziałać w Pucharze Polski. Porównując koniec poprzedniego sezonu, z tym gdzie jesteśmy teraz, myślę, że przebyliśmy długą drogę, która nas rozwinęła.

Rozpoczynając grę w Wiśle mówiłeś, że jesteś głodny sukcesu i zwycięstw, i że Wisła może Ci to dać, a teraz? Czy nie wolisz poszukać innego klubu, który pozwoli Ci to zrealizować?

Być może, ale zawsze jest tak, że robi się jakiś krok w określonym momencie. W tamtym czasie, kiedy pojawiła się okazja, by dokonać jakiegoś wyboru, Wisła była tą najlepszą opcją. Być może latem, będą jakieś inne propozycje i wtedy rozważę je, i którąś wybiorę.

Skrytykowałeś kiedyś polski styl gry za to, że nie gramy taktycznej piłki. Czy jednak jest coś, czego się nauczyłeś tutaj, rozwinąłeś w jakimś sensie, jako zawodnik?

Nie krytykowałem tego. Osoba, która przeprowadzała ten wywiad, poprzez sposób sformułowania nagłówka, nadała całej wypowiedzi bardzo negatywnego wydźwięku, podczas gdy ja, tak naprawdę starałem się przedstawić różnicę między polską a holenderską piłką. Nie krytykowałem stylu gry, ponieważ ciężko to zrobić, kiedy są one zupełnie inne.  Każde państwo może się czegoś nauczyć od innego, na przykład w Holandii taktyczna część gry jest bardzo istotna, ale podczas mojego pobyty w Polsce nauczyłem się także tych fizycznych aspektów gry: jak rozkładać wysiłek, by osiągnąć to, co zamierzałeś. Tutaj jest to bardziej podkreślane niż w Holandii, więc jak widać każdy styl, kultura gry ma swoje plusy i minusy.

Czy tylko ten aspekt, fizycznego przygotowania poprawił się u Ciebie?

Nie. Oprócz tego na pewno nastawienie psychiczne. Kiedy grałem w Holandii, grałem dla jednej z czołowych drużyn. Czasami graliśmy ze słabszymi drużynami i mogliśmy powiedzieć, że cokolwiek się stanie my i tak wygramy ten mecz, a tutaj twoja kondycja mentalna, nastawienie musi się zmienić, bo każdy może wygrać z każdym. To jest dla mnie wyzwanie, które każe mi skupić się na tym, co ma być zrobione, które każe dołożyć wysiłku, by do tego dążyć. To jest zupełni inna mentalność od tej, do której byłem przyzwyczajony i to pomogło mi stać się lepszym i bardziej kompletnym zawodnikiem.  

Jeśli pozwolisz, zróbmy kilka retrospekcji w Twoje życie, karierę. Kto pomógł Ci najbardziej w rozwinięciu się, jako piłkarz?

Wydaje mi się, że to wypłynęło ze mnie, bo uważam, że każda osoba jest obdarzona jakąś pasją, darem, które będzie realizować. Na pewno moi rodzice zawsze mnie mocno wspierali, moja mama brała mnie zawsze na wszystkie zawody sportowe, mecze, tam gdzie powinienem być. Widziałem wielu chłopców z dużym potencjałem, którzy jednak nie mieli nigdy wsparcia rodziców, czy rodziny. To może zadecydować o tym czy zostaniesz kimś, czy nie. Moi rodzie zawsze mi w tym pomagali i opiekowali się, kiedy ich potrzebowałem, dlatego mam u nich ogromny dług.

Dlaczego na przykład nie zostałeś saksofonistą, bo do tego też miałeś talent?

(śmiech) Moi rodzice zawsze inspirowali mnie do robienia mnóstwa rzeczy, więc grałem także na instrumentach, na saksofonie nawet przez długi czas, ale koniec końców, ma się to swoje ulubione hobby i piłka była tym moim zajęciem, więc zdecydowałem się pójść dalej w tym kierunku.  W tym czasie, gdy podejmowałem tę decyzję zarówno trenowanie piłki nożnej, jak i ćwiczenie gry na saksofonie zajmowały dużo czasu. Musiałem dokonać wyboru. Rozeszło się, więc głównie o czas, i to, którą z tych rzeczy lubię robić bardziej - dla mnie był to futbol.

Cechy charakteru, które pomogły Ci dojść tu gdzie jesteś?

Moją siłą zawsze była moja mentalność. W Holandii często słyszało się słowa krytyki, że ktoś nie jest dobry w tym, czy w tamtym. To dawało mi motywację do walki, żeby pokazać, że jeśli chcę to potrafię. To zawsze było moją mocną stroną, żeby walczyć i udowodnić, że może nie gram najlepiej taktycznej piłki, czy nie jestem najlepszym zawodnikiem w drużynie, ale wciąż jej służę.

To także mój sposób życia, bo wiesz, że zawsze będą ludzie, którzy będą chcieli Cię skrytykować, nie będą Cię lubić. Dla mnie, żeby kogoś skrytykować powinno się kogoś najpierw poznać, jego możliwości, cechy, dowiedzieć się skąd się wywodzi. Natomiast krytyka tak po prostu, bo zrobiłeś coś nie tak, to w ogóle jest „do bani”. Dla mnie ważne jest, żeby być pozytywnym, okazywać to i dostrzegać różnice.

Wspomniałeś w jednym z wywiadów trenera Co Adriaanse, dlaczego?

Był pierwszym trenerem, który rzeczywiście podciągnął w górę moje zdolności piłkarskie, w czasie, gdy byłem piłkarzem w Willem II. Awansowaliśmy do Ligi Mistrzów, a ja byłem jednym z najmłodszych zawodników. On dał mi ogromną szansę, by grać i stawać się coraz lepszym zawodnikiem i człowiekiem. Gdy przeszedł do AZ Alkmaar, chciał mnie w tym klubie i od tego momentu moja kariera w zasadzie się rozwinęła. Wobec niego też mam więc dług wdzięczności.

Jak dużo punktów zwrotnych, poważnych zmian miałeś w swoim życiu?

Myślę, że takim wielkim punktem zwrotnym było przejście z Willem II do AZ Alkmaar, bo bardzo szybko się tam rozwinąłem, choć w tym czasie AZ wcale nie było jednym z tych większych klubów. Przejście do innego klubu to zawsze pewna niewiadoma, bo nigdy nie wiesz, co Cię może spotkać. Teraz mogę powiedzieć, że przejście do AZ to był dobry wybór. Zagrałem w reprezentacji kraju, spotkałem innych świetnych trenerów np. Louisa van Gaala.

Wiara pomagała wtedy?

Bardzo. Dla mnie wiara jest sposobem na życie. Punktem, w którym wszystko się zaczyna.

A czy pomagała też w tych momentach, kiedy Twoje wybory nie do końca okazały się słuszne?

Tak, ponieważ wierzę w Boga i w to, że ma on jakiś plan wobec mnie. Wierzę, że cokolwiek mi ześle będzie pozytywne. My teraz widzimy ten krótki okres, a On widzi całość. Wierzę, że błogosławi mi, i że cokolwiek by się nie stało, okaże się to dla mnie pozytywne. Nawet, jeżeli mam upadki, jestem przekonany, że przyjdą też i wzloty.

Więc teraz okres w Wiśle jest pewnym wyzwaniem do przetrwania?

To część życia. Nie ważne gdzie grasz, z którego kraju jesteś, ile masz lat. To po prostu część życia.

Wiemy już, że Twoja żona odgrywa dość istotną rolę w Twoim życiu. Wszelkie decyzje uzgadniacie razem?

Moja żona jest dla mnie wszystkim i zawsze o wszystkim rozmawiamy, dyskutujemy. W sumie to dzięki niej jestem tu gdzie jestem. Bez jej wsparcia i pomocy w dokonywaniu wyborów pewnie bym tego wszystkiego nie osiągnął. Jesteśmy jak dwie połówki jednej drużyny.

Jakim jesteś tatą i mężem, wymagającym czy raczej pobłażliwym?

(śmiech) Jestem bardzo tolerancyjną osobą. Staram się wydobyć z każdego coś pozytywnego i uważam, że przez okazywanie im miłości i czułości, dostaję to samo w zamian. To jest to, czego brakuje mi w społeczeństwie.

Czy Twoje dzieci chcą być jak ich tata?

Nie. (śmiech) Chcę im zostawić prawo wyboru tego, co chcą w życiu robić. Mógłbym na przykład grać ze swoim synem codziennie w piłkę, ale chcę żeby on sam określił, kiedy, coś chce robić. Widzę, że lubi futbol, ale to nie do końca jeszcze jego miłość. Bardziej lubi tańczyć, śpiewać. Lubi muzykę, więc będę go wspierał w tym, co okaże się jego pasją. Nie chcę zmuszać go, żeby był tym, kim ja chcę żeby był.

Masz 7-letnią córkę i 5-letniego syna. Jakie swoje cechy charakteru w nich dostrzegasz?

Myślę, że moja córka ma bardziej mój charakter. Nie poddaje się i nie pozwala, żeby inni ją w czymś stłamsili. Umie pozostać przy swoim tylko dlatego, że ona tego chce. Syn z kolei jest bardziej jak moja żona. Introwertyk, łagodny i bardziej spokojny.

Przeprowadziłeś się tu ze swoją rodziną. Wypowiadałeś się kiedyś, że podoba się Wam tutaj. Za co tak lubicie Kraków?

Odkąd tu przyjechałem poznałem dużo wspaniałych ludzi. Misjonarska rodzina z Argentyny naprawdę mnie miło przyjęła i ponieważ podzielamy wierzenia, wiele mi pomogli. Poznałem również grono wspaniałych ludzi w kościele, we wspólnocie przy międzynarodowej szkole moich dzieci. Oni również zawsze są bardzo pomocni. To miasto jest bardziej międzynarodowe niż którekolwiek gdzieś w pobliżu. Ludzie mówią po angielsku, nawet jeśli nie do końca potrafią to i tak się starają i są otwarci. Być może będę musiał stąd wyjechać, ale prze ten czas naprawdę czułem się tu prawie jak w domu.

Jakieś szczególne przyjaźnie, może z Osamanem?

Tak z Osmanem też, ale to też moje nastawienie, bo staram się do wszystkich i wszystkiego podchodzić pozytywnie.

Emanule Sarki powiedział, że lubi gotować w wolnym czasie, a Ty, co robisz?

Jestem bardzo wyciszoną i spokojną osobą. Większość czasu spędzam z Biblią lub czytając książki. Nie przepadam raczej za oglądaniem telewizji. Wolę posłuchać muzykę. Lubię też gotować. Teraz trochę rzadziej to robię, bo moja rodzina jest obecnie w Holandii, ale jak jesteśmy razem zawsze coś przygotuję. Robiłem to w s umie już od małego, bo moja mam mnie do tego zachęcała, kiedy chodzili z tatą do pracy, musiałem coś ugotować też dla nich.

Jakiej muzyki słuchasz przed meczem?

Słucham tylko muzyki gospel i wszelkiego rodzaju piosenek o Bogu niezależnie od gatunku. Wśród nich jest i r’n’b i jazz.  Dla mnie to niesłychanie pozytywna muzyka, która jest formą adorowania i wysławiania Boga. Wpływa mocno na mój sposób bycia i myślenia.

Wydajesz się dość racjonalną osobą. Jak skomentowałbyś ostatni mecz Wisły z Legią, gdy w drugiej połowie naprawdę graliście dobrze, a mimo wszystko znów coś, znów ktoś przeszkodził. Jak drużyna, Ty macie się zachować przed kolejnymi spotkaniami?

W tym meczu możemy na przykład obwiniać sędziego, ale w życiu też każdy popełnia błędy. Czasem bramkarz popełni błąd i też przynosi porażkę drużynie. Czasami nie można w żadne sposób pomóc. My wciąż staramy się zachować pozytywne podejście, bo wiemy, że zagraliśmy naprawdę dobry mecz i to daje nam pewność przed następnym meczem. Zrobiliśmy to, co mieliśmy zrobić, co było do zrobienia, a decyzja sędziego już była poza nami.

(ASIA M) 





 



Spokojny i waleczny - wywiad z Rafałem Boguskim

Jeszcze wczoraj wydawało się, że przygoda Rafała Boguskiego dobiega końca. Dziś "Boguś" negocjuje nowy kontrakt i wszystko wskazuje na to, że zostaje z nami na kolejny sezon! 

Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara