wywiad

Piotr Piecuch: Wychowankowie Wisły zawsze oddadzą całe serce

Dodano: 2016-04-27 23:49:14 (aktualizacja: 2016-05-04 00:50:36)
Paweł / WislaLive.pl
fot. wawelskiesmoki.pl

Miesiąc temu koszykarze krakowskiej Wisły zapewnili sobie utrzymanie w II lidze. Na temat zakończonych rozgrywek, planach na kolejny sezon, a także innych kwestii związanych z wiślackim basketem nasz serwis rozmawiał z trenerem pierwszej druzyny Wawelskich Smoków, a zarazem koordynatorem sekcji - Piotrem Piecuchem.

Czy długo zastanawiał się Pan nad objęciem posady pierwszego trenera II-ligowego zespołu?

Prawdę mówiąc, to… nie miałem innego wyjścia niż przyjąć propozycję władz klubu. Wiadomo, że trochę komplikowało to moją sytuację, jeśli chodzi o funkcję koordynatora drużyn młodzieżowych, skoro jednak zarząd uznał, że trzeba coś zmienić w grze zespołu, którego wyniki w tamtym czasie (2 zwycięstwa, 10 porażek i przedostatnie miejsce w tabeli – przyp. autor) były mocno niepokojące i powierzył mi to zadanie, to nie mogłem odmówić. Dodam, że propozycja przejęcia przeze mnie pierwszej drużyny nie padła po raz pierwszy. Taka opcja istniała już kilka lat temu, jednak wtedy trenerem został Dawid Mazur – uznałem, że poradzi sobie odpowiednio w tej roli i tak też było.

Co było przyczyną niepowodzeń w pierwszej części sezonu?

Niby nie było najgorzej, bo kilka porażek zostało odniesionych małą różnicą punktów, ale pojawiły się problemy, marazm i brak wiary w powodzenie. Przejąłem zespół dobrze przygotowany pod względem wytrzymałościowym, siłowym i szybkościowym. Najważniejsze było zatem poukładać samą grę w ataku i obronie. Zadziałał też trochę efekt nowej miotły, wprowadziłem nieco zmian w składzie, dając szansę kilku zawodnikom, którzy wcześniej grali mniej.

Bardzo dobra passa w drugiej fazie sezonu zasadniczego spowodowała, że niewiele zabrakło do 8. miejsca, dającego start w play-off.

Myślę, że gdybyśmy od początku sezonu grali w takim stylu, to „ósemkę” udałoby się osiągnąć bez większych problemów. Można gdybać czy ten cel mógł zostać osiągnięty, gdyby udało się wygrać w moim debiucie, przeciwko Politechnice Częstochowskiej, gdzie w ostatnich sekundach frajersko straciliśmy trzypunktową przewagę, a może zwalić winę na pierwszą część sezonu i kilka przegranych minimalnie spotkań, myślę jednak, że nie to jest najważniejsze. Poza zasięgiem były z pewnością AGH Kraków i Polonia Bytom, które przewyższają nas pod względem personalnym i finansowym. Mieliśmy jednak szansę wygrać na przykład z Zagłębiem Sosnowiec ale zagraliśmy słabiutkie zawody... Trzeba podkreślić, że wyjątkowo dobrze spisywaliśmy się na wyjazdach.

Kiedy uwierzył Pan, że pozostanie w lidze jest w pełni realne?

Takim pierwszym momentem było zwycięstwo w Rudzie Śląskiej z Pogonią. To trudny teren, drużyna wyżej od nas notowana, zawodnicy jednak zagrali świetne zawody. Uwierzyli, że można wygrywać z silniejszymi od siebie, bez względu na to, czy u siebie, czy na wyjeździe. Dzięki takiemu podejściu udało się wygrać w Chorzowie z Albą. Dwie kluczowe potyczki, decydujące o utrzymaniu, stoczyliśmy w fazie play-out z MOSiR-em Cieszyn. Moi koszykarze dali z siebie wszystko, wiedząc, że dwa zwycięstwa zapewnią im II-ligowy byt.

Czy mógłby Pan wskazać kluczowego zawodnika w swojej ekipie?

Odpowiem w ten sposób – bardzo wiele zależało od podstawowych sześciu-siedmiu graczy. Mam tutaj na myśli Sebastiana Dąbka, Rafała Zgłobickiego, Kamila Kameckiego, Jakuba Żaczka, Jakuba Natkańca, Wojtka Gorgonia i Mateusza Piotrowskiego. Bardzo dobrze spisywał się Dąbek, który sprawdził się jako podstawowa „jedynka”. Szczególnie dobre występy zanotował na wyjazdach, w najważniejszych meczach, brał na siebie odpowiedzialność. Nie przypominam sobie, aby w jakimś spotkaniu wypadł bardzo słabo – może oprócz derbów z AGH, ale wtedy to wszyscy zagrali zdecydowanie poniżej oczekiwań. Zgłobicki gra jeszcze nierówno, ale to bardzo ważny zawodnik. Kamecki jest różnie odbierany, ale swoją grą na tablicach, doświadczeniem i podpowiedziami na boisku sporo pomagał chłopakom. Ogromny postęp w porównaniu do pierwszej części sezonu zrobił Żaczek, który zdecydowanie poprawił swoje osiągnięcia, notując serię pięciu sześciu rewelacyjnych występów. Odkryciem jest Natkaniec, który wcześniej prawie w ogóle nie grał. Postawiłem na niego i wykorzystał swoją szansę bardzo dobrze, regularnie zdobywając w ważnych meczach kilkanaście punktów, często trafiając z dystansu.

Czy któregoś z Pana podopiecznych stać było na więcej?

Wojtek Gorgoń może nie tyle zawiódł, ale widzę, że tkwią w nim dość duże rezerwy. To bardzo inteligentny zawodnik, który umie przewidzieć rozwój wydarzeń na boisku i odpowiednio się zachować. Jeśli zostanie na kolejny sezon, na pewno będę chciał lepiej wykorzystać jego umiejętności. Inaczej sprawa wygląda z Michałem Chrabotą, którego brakowało przez sporą część sezonu z powodu kontuzji pleców. Wracał do treningów, potem znów wypadał, i tak kilka razy. Ostatecznie stwierdziliśmy z jego ojcem, że to nie ma sensu i Michał powinien całkowicie się wyleczyć. Poddał się rehabilitacji, trenował z juniorami. Jeśli z jego zdrowiem będzie już wszystko w porządku, to również w kolejnym sezonie bardzo na niego liczę, bo to chłopak z papierami na duże granie..

Można zauważyć, że koszykarze Wisły pod Pana kierunkiem częściej niż wcześniej trafiali zza linii 675 cm.

Wynika to z tego, że moi podopieczni zaczęli grać bardziej zespołowo. Dzielenie się piłką powoduje, że łatwiej tworzą się czyste pozycje do rzutów za 3 pkt. Wcześniej ta gra wyglądała inaczej – była bardziej ustawiana pod jednego lub dwóch zawodników, więcej było akcji indywidualnych. Taki styl nie przynosił jednak efektów. Na boisko wychodzi pięciu zawodników i muszą ze sobą odpowiednio współpracować, mając przekonanie, że najważniejszy jest zespół i zwycięstwo, a te były szczególnie ważne w naszej sytuacji. Poza tym trzeba zauważyć, że na tle innych całkiem nieźle broniliśmy - za mojej kadencji spadła średnia liczba traconych punktów. Chyba nie muszę mówić, jak duże ma to znaczenie w koszykówce. Od dobrej defensywy zaczynają się dobre rzeczy w baskecie, można wyprowadzać szybkie akcje, i zdobywać łatwe punkty. Bez wątpienia powodzenie w tym elemencie napędza drużynę. Jeśli tylko po kolejnych akcjach rywali wyciąga się piłkę z siatki, to głowa jest coraz niżej i ciężko liczyć na sukces.

Jak ocenia Pan poziom II-ligowej grupy C, w której grała Wisła?

Niezwykle ciężko gra się przeciwko klubom ze Śląska, które stanowiły zdecydowaną większość naszych rywali. Te zespoły mają charakter, walczą przez całe 40 minut, bez względu na to, czy wysoko wygrywają, czy przegrywają. Dlatego wygranie każdego meczu, zwłaszcza na wyjeździe, wymagało od nas pełnego zaangażowania. Większość ekip prezentowało wyrównany poziom, nad resztą stawki dominowały najsilniejsze kadrowo AGH i Polonia Bytom. Dla krakowskiej koszykówki awans do pierwszej ligi AGH byłby ważnym wydarzeniem, przyciągającym zainteresowanie mediów i sponsorów. W tym mieście powinien być jeden klub przynajmniej na tym poziomie rozgrywkowym. Niech najpierw zrobi to AGH a w przyszłości marzy mi się tam miejsce i dla naszego zespołu.

Jak wyglądają perspektywy na przyszły sezon?

Na razie trudno cokolwiek powiedzieć. Wola ze strony zarządu klubu, aby poukładać sprawy organizacyjne, jest bardzo duża. Szczególne zainteresowanie wykazują wiceprezes - Robert Szymański i członek zarządu - Łukasz Kwaśniewski. Nie ma co ukrywać, że jeśli znajdziemy sponsora, który zapewniłby nam kwotę choćby 150 tys. zł na cały sezon, to udałoby się zbudować fajną drużynę, która funkcjonowałaby na normalnych zasadach. W zakończonym sezonie moi zawodnicy grali praktycznie za darmo – to była wyjątkowa sytuacja, która nie powinna się już zdarzyć. Ci chłopcy uczą się, studiują, mają swoje życie prywatne, tak jak normalni ludzie mają prawo gdzieś wyjść w wolnym czasie i spędzić czas w towarzystwie przyjaciół czy dziewczyny. Powinni mieć zatem zapewnione niewielkie stypendium, które mogliby przeznaczyć na własne potrzeby. Nie byłaby to oszałamiająca kwota, ale na pewno motywowałaby ich do jeszcze lepszej pracy. Oni nie zasługują na to, aby grać i trenować za darmo. Robią to już któryś kolejny sezon.

Czyli obecnie trwają poszukiwania sponsora?

Tak, cały czas szukamy sponsora. Jeśli nie znajdziemy nikogo do połowy maja, to wówczas zawodnicy dostaną wolną rękę w wyborze innych klubów. Jestem optymistą i wierzę, że na przełomie maja i czerwca podpiszemy z nimi kontrakty obowiązujące od sierpnia lub września. Chciałbym, aby w przyszłym sezonie było coś więcej niż tylko kosztująca wiele nerwów walka o utrzymanie, co jest niejako tradycją od dziesięciu sezonów - z wyjątkiem 2014/2015, gdy pod wodzą Łukasza Kasperca zespół uplasował się w górnej połowie tabeli. Dlatego – jeśli wszystko się ułoży – będziemy walczyć o awans do play-off. Czy odpadniemy tam w pierwszej rundzie, czy zajdziemy wysoko, jest już mniej istotne. Mechanizm jest prosty – jeśli drużyna wygrywa i jest wysoko w tabeli, kibice będą przychodzić na mecze w większej ilości, w ślad za tym pojawi się także zainteresowanie ze strony mediów, być może pojawi się wówczas sponsor. To oczywiste, bo kto chce wspierać ekipę, która plasuje się na przedostatnim lub ostatnim miejscu w tabeli?

Z tego, co Pan mówi, wynika, że chciałby Pan oprzeć skład na kolejny sezon na graczach, którzy do tej pory występowali w Wiśle.

Zgadza się. Odejdzie Dąbek, który otrzymał propozycję z I-ligowej Astorii Bydgoszcz. To dla niego awans sportowy i życzymy mu jak najlepiej. Będziemy musieli zatem poszukać rozgrywającego. Gdyby udało się utrzymać trzon tej drużyny, dorzucając do niej dwóch-trzech doświadczonych zawodników, to spokojnie moglibyśmy grać w play-offach o wyższe cele. Bardzo istotne, że zdecydowaną większość składu stanowią wychowankowie klubu. Trzeba zatem promować ich i stworzyć jak najlepsze warunki do grania. W przeciwieństwie do „zaciężnych”, którzy przy opóźnieniu w wypłacie mogą nawet odmówić gry, wychowankowie zawsze oddadzą całe swoje serce. Po pierwsze – kochają koszykówkę i swoje towarzystwo, a po drugie - okazują przywiązanie do swojego klubu. Takich ludzi klub powinien szanować i doceniać, bo to jest najważniejsze.

Jak wygląda w chwili obecnej szkolenie młodzieży?

Mamy zachowaną ciągłość szkolenia, począwszy od rocznika 2000 do 2005. W każdej grupie są perspektywiczni chłopcy. Zakładając, że uda nam się uzyskać stabilność finansową, to przy zasilaniu pierwszego zespołu co roku jednym lub dwoma chłopakami z roczników juniorskich, możemy na bazie wychowanków mieć solidną ekipę II-ligową. Najlepsi mogą wówczas odchodzić do silniejszych klubów, mając zawsze zapewniony powrót, a ich następcy będą zajmować ich miejsca i rozwijać swoje umiejętności. Takie rozwiązanie w aktualnej sytuacji uważam za optymalne.

Jest Pan asystentem trenera reprezentacji Polski do lat 15. Jak wygląda praca z kadrą? Czy wśród tych młodych zawodników można dostrzec talenty, które za kilka lat zabłysną w dorosłej koszykówce?

Trafiło nam się kilku fajnych chłopców, dwóch mierzących już dzisiaj ponad 2 metry. Są chętni do pracy, dobrze rokują na przyszłość. Byliśmy na turnieju we Francji - chłopcy trochę tam odstawali od tamtejszych drużyn klubowych, w których w większości grają zawodnicy czarnoskórzy, będący już na wyższym poziomie rozwoju fizycznego, sprawniejsi. Jestem naprawdę zadowolony z pracy z tą reprezentacją. Przede wszystkim pierwszy trener – Michał Mróz tak podzielił funkcje, że każdy z asystentów jest za coś odpowiedzialny, każdy wie, co ma robić, dużo dyskutujemy, możemy sugerować pewne rozwiązania. Dzięki temu współpraca wygląda pozytywnie. Podobne zasady wprowadziłem w klubie, jeśli chodzi o mojego asystenta – Przemka Bilińskiego. Warunkiem jest oczywiście absolutna lojalność i zaufanie. Praca z kadrą U-15 jest dla mnie bardzo dobrym doświadczeniem.

 

Rozmawiał: Paweł

 


Blog - Kuba Błaszczykowski
Pozostałe blogi
Blog - Justyna Żurowska-Cegielska
Blog - Radwansport
Blog - Karolina Surma
Blog - Tomasz Sarara